
II: Powrót Odwróconych. Chęć powrotu.
grudzień 14, 2007

W historii polskiej kinematografii dobry film to niezwykle rzadkie zjawisko – częściej zdarza się koniec świata. Miałem szczęście, że obejrzałem z wypiekami na twarzy jeden z najlepszych polskich seriali, jakie dane mi było zobaczyć – Odwróconych.

Kolejny dzień na uczelni; referacik przedstawiany przez pokręconą jak nic Jowitkę i jej koleżankę z uroczym uśmiechem – Elwirę. Ogólnie wszystko przebiegło pod coraz to głośniejszymi one-linerami blond platyny a zajęta licealistami pani profesor chyba nawet nie słuchała, co się w ogólne dzieje (czyli uszy uratowane). Ja siedziałem sobie jak zwykle na obracanym krzesełku i jakoś niespecjalnie wczuwałem się w ćwiczenia. Chociaż raz nie chciałem mieć niczego na myśli i chyba się udało… Ten dzień także mi uzmysłowił, że kolos z polityki społecznej i dwa referaty to nie kaszka manna. Oczywiście – nie panikuję, ale kiedy niektórzy mają zupełnie luzacki weekend podczas, gdy ja muszę wkuwać – czuję się jak skazany
. Pomimo wszystko – to był ciekawy dzień jeśli chodzi o pierwszy wykład. Pani magister wyłożyła nam trochę wiedzy o sobie samej i nawet przyjemnie się tego słuchało. Obiecała nam, że na ostatnich zajęciach będziemy mogli porozmawiać indywidualnie. Osobiście podoba mi się takie podejście, bo po dzisiejszym wykładzie coś się zmieniło. Chyba jest już taka zasada, że im bliżej końca zajęć z jakimś wykładowcą tym bardziej studenci się z nim zżywają. Tak bywa bardzo często, choć bywają i tacy, którzy zakładają ciemne okulary i ich kontakt ze studentem ogranicza się do sprawdzenia listy obecności.
Studiowanie to nie tylko wkuwanie regułek i rzeczy, których nie zawsze się rozumie, ale też i pewna szkoła życia, sztuka nabywania umiejętności specyficznego rodzaju komunikacji. I to mi się właśnie w tym podoba. Nie ma takiego sztywniactwa jak w liceum (czy Matko Boska, w gimnazjum…); linia student – wykładowca to taka więź na całe życie. Nie wiem, czy będę kontynuował dalej te studia, ale wyniosę z nich te najlepsze znajomości, te fajne wydarzenia, sytuację czy niektóre osoby, które zmieniają pogląd na życie. Nie potrafię powiedzieć o tym wszystkim czegoś złego. Fakt, że to nie były “odjazdowe” lata, ale przynajmniej poznałem ludzi, z którymi można pogadać o tym, co nie zawsze powróci, ale z drugiej strony, co nie musi być obrócone do góry nogami
.
Nadchodzi weekend. Albo zrobię coś konkretnego (czyli przygotuję się do referatów i kolosa
), albo postaram się podzielić czas na obowiązki i przyjemności. Tego drugiego nigdy za wiele, ale z rozwagą. Jakąś godzinę temu rozpocząłem głosowanie do najlepszych filmów listopada. Liczę, że i tym razem wyniki mnie zaskoczą i będzie o czym pisać do kolejnego numeru gazetki. Tymczasem wracam do czytania CD-Action i gapienia się cudowną podkładkę-kalendarz pod mysz
.

Ooo, ARmy, ja tez mam tę podkładkę!
Tak, to mało ważne, o swojej wspomniałeś na samym końcu notki, ale… Musiałam to napisać!