h1

LI: High School Musical

październik 22, 2008

High School Musical

Roztańczone filmy ostatnimi czasy przeżywają prawdziwy renesans. Wpierw nastolatki szalały za Step Up, którego do dzisiaj nie obejrzałem. Z kolei Step Up 2 już znam i jedyne, co mnie do niego przyciąga to taniec. I tu się tyczy zarzut do High School Musical. Ten film to raczej kwestia tycząca się śpiewania i jakoś trudno mi nazwać ich wygibasy tańcem. Oglądając Step Up 2 aż miło się patrzy na ten street dance, oglądając High School Musical można jedynie jakoś wytrzymać przy tych lukrowych utworkach śpiewanych przez jeszcze bardziej lukrowatych aktorów.

[UWAGA, (w razie czego xP) ta recenzja nie ma na celu obrażenia fanów HSM - to moja obiektywna ocena]

Na świecie musi być naprawdę dużo gimnazjalistek, skoro produkcja przeznaczona wyłącznie dla nich spotkała się takim przyjęciem. O ile sam film jest typowym amerykańskim popierdółkiem ze starymi do bólu schematami, o tyle szum wokół grających z nim aktorów i piosenki sprawiły, że ów pop produkt ma wzięcie.

Fabuła jest głupia i naiwna. Wszyscy ci bohaterowie sprawiają wrażenie idiotów. I tu nie chodzi o wiek. Potrafią robić sobie na złość – nawet najlepsi kumple. Ich życie jest wręcz cukierkowate; żadnych problemów; “no alkohol, no drugs, no sex”. Kiedy mamy do czynienia z tak denną fabułą trzeba ją wypchać skocznymi utworkami o tym, że jest fajnie, że każdy może spełnić swoje marzenie i w jednej chwili wygrać mistrzowski mecz koszykówki, przesłuchanie do przedstawienia teatralnego i konkurs wiedzy scholastycznej (cokolwiek :P ).

Oto przepis na genialny film: trzeba przyznać, że Troy (Zac Efron), Gabriella (Vanessa Anne Hudgens) to farciarze niczym Harry Potter – Troy jest kapitanem drużyny koszykarskiej (kto by pomyślał, że skoro całymi dniami gra w kosza i nie robi nic więcej – nagle okazuje się, że śpiewa, tańczy i to tak, że wygrywa z kimś, kto już pół życia spędził na deskach teatru). To samo Vanessa – kujonka do n-tej potęgi, wyrywa oczywiście Troya (czyli nAjniuuuśkiego boya w SQL), ale jej mało i razem z nim postanawia odebrać Sharpay (Ashley Tisdale) to, co jest dla niej wszystkim – występy w musicalach. Jednak scenarzyści są sprytni – robią z Sharpay zimną sukę (z jej brata debila ubierającego się jak gej) no i widz oczywiście wiwatuje Troyowi i Gabrielli. Nie będę wspominał o debilnym planie jaki odwalili ich najlepsi kumple tylko po to, by ich rozłączyć. Poza tym – grasz na wiolonczeli, lubisz piec ciasteczka i lubisz hip-hop mając posturę słonia? Broń boże! Nie można tak!

Dzieciaki to trawią i nie dziwota. Kolorowe to, kiczowate, bez stylu, miernie zagrane a popowe pioseneczki rodem z repertuaru boysbandów (a ponoć nikt ich nie słucha) czy Britney Spears dopełniają tego całego przedstawienia.

Obejrzałem to pop cudactwo dla sprawdzenia, czym to cały świat nastolatek się podnieca. Cóż, sprawdza się, że nasza kochana młodzież potrafi wyciągnąć z gówna tylko to, co ich interesuje – muzykę i taniec (i tu wychodzi problem tego, czemu wszyscy fani pienią się na recenzje krytyków). I chociaż w tym filmie jedno i drugie jest z trzeciej półki – to jednak wciąga dzieciaków. Pytanie – jakim cudem?

Fenomen tego filmu jest powalający. Rozumiem zachwyty tańcem ze Step Up 2, bo ten ROBI wrażenie na widzu (pies trącał fabułę, bo chociaż choreografia powala na kolana). Z kolei High School Musical nie posiada elementu, który kładł by mnie na ziemię. Cóż, moja młodość już minęła i zachwyt nad grupką młodych ludzi z inteligencją Kaczora Donalda również.

High School Musical
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes | Wikipedia | h.s.m.org

Zobacz również:
High School Musical 2
High School Musical 3: Ostatnia Klasa

3 komentarzy

  1. fgdhdfgh


  2. czesic wenessa


  3. fajna piosenka



Dodaj komentarz