
LXXXIV: Bond? James Bond? No, Quantum Of Solace
Listopad 30, 2008Quantum Of Solace 
Najnowszy Bond jest już definitywnie inny od pozostałych. Trudno mi ten fakt uznać za zaletę, kiedy to Agent Tajnych Służb Jej Królewskiej Mości zaczyna być amerykański. Brutalny, efektowny i przesadnie zmontowany chwilami przebija chaos walk w Transformers. Bond chyba zatracił resztki angielskiej krwi i pozostało mu bieganie po lokacjach w trybie prędkości kosmicznej. Przy takim scenariuszu a raczej jego poprowadzeniu pozostały tylko sekwencje akcji.
Quantum Of Solace nie jest filmem złym, jednak jego wadą jest to, że cała ta naparzanka nie specjalnie wciąga. Kolejny przeciwnik Bonda, to tym razem nie wariat pragnący władzy nad światem. Ma jednak tak wystarczająco wyłupiaste spojrzenie, iż plasuje się idealnie do takiej roli. Grający go Mathieu Amalric jest dobrym aktorem, jednak jego rola jakoś nie specjalnie mnie zachwyciła.
Główna piękność QOS to oczywiście Olga Kurylenko. Ostatnio widziałem ją w Max Payne i o ile aktorsko nie zachwyca, o tyle jej uroda powala xD. Jak dla mnie niesamowita kobieta, ale póki co, do naprawdę dobrych filmów szczęścia nie ma – beznadziejny Hitman i wyżej wspomniana porażka Max Payne. Wielka szkoda, że się nie dała rozebrać xP. Inna sprawa z Gemmą Arterton. Wystąpiła chyba tylko po to, by dać się przelecieć…
Nie ma w tym filmie czegoś godnego zapamiętania. Owszem, kilka dobrych dialogów i piękne kobiety, ale całej historii brakuje emocji. To rzadkie, kiedy między Bondem a “jego” kobietą nie iskrzy. W przypadku Casino Royale i postaci Vesper (cudowna Eva Green) aż wrzało. Ich rozmowy to same perełki, z “zamężną” na czele. Quantum Of Solace spadło na poziomu jakiegoś filmu akcji, który już tylko próbuje być “szarmancki” – autor zdjęć Roberto Schaefer w przypadku sekwencji akcji traktował kamerę jak młot pneumatyczny, by potem w momentach dialogowych przejść do “wyszukanych” kadrów pełnych zimnych kolorów i prostych kształtów. Zupełnie przeciwnie w stosunku do wizerunku nowego Bonda – brutalnego i zabrudzonego. Nie lubię takiej mieszanki, bo wtedy odczuwam, że twórcy niepotrzebnie pakują sztuczną elegancję do worka z efektami specjalnymi.

Nowoczesność Bonda? Myślę, że on po prostu robi się jankeski. Pomimo anty-amerykańskich akcentów (wykorzystanie ropy naftowej) Quantum nie jest brytyjskie. Z brytyjskości został tylko akcent, jakim posługują się aktorzy. Reżyser Marc Forster całkiem ładnie nakręcił Marzyciela, jednak w Quantum zdaje się nadmiernie przychylać się ku akcji. Fabuła jest prosta, ale kiedy początek filmu atakuje nas roztrzęsioną sekwencją pościgu, gdzie trudno zgadnąć, z którego z nich strzelają, to ja się pytam “To jest Bond czy kolejne Ultimatum Bourne’a?”.
Podsumowując; Quantum Of Solace może albo kompletnie rozczarować w porównaniu do Casino Royale albo zadowolić zjadaczy popcornu, którzy będą piać z zachwytu nad scenami akcji. Dla mnie to produkt, który próbuje być bardzo dobry a jest średni w swojej klasie, bo klasa Bonda została tylko na estetycznych zdjęciach Roberto Schaefera, które i tak filmu nie ratują. Na półce z DVD ten film u mnie nie wyląduje.
Quantum Of Solace
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

