h1

CIII: Magnolia. Arcydzieło o miłości

grudzień 29, 2008

Magnolia

Kiedy mówię swoim znajomym czy choćby byłym nauczycielom ze studiów, że chcę zostać reżyserem filmowym patrzą na mnie jak kogoś, kto buja w obłokach i powinien zejść na ziemię. Nie zapomnę dnia, w którym mój promotor powiedział mi, że artyści są inni. Jakby zwariowani, podążający własnymi ścieżkami, uciekający od rzeczywistości. Nie jestem pewien do dzisiaj czy traktować to jako kompletne czy wręcz przeciwnie – próbę wbicia mi do głowy, że w ten sposób daleko nie zajdę.

Magnolia to film, który miażdży. Z wieloma arcydziełami miałem już do czynienia, wiele filmów odcisnęło na mnie jakiś ślad w świadomości i pozostało na zawsze, lecz tym razem nie poczułem czegoś w stylu “ten film jest zajebisty!” czy “ależ oni świetnie grają!“. Poczułem coś zupełnie innego. Chyba pierwszy raz w życiu miałem świadomość, że to, co oglądam jest częścią mnie. Nie chodzi tu o jakieś dopełnienie czy poczucie wewnętrznej ulgi. O nie. Jeśli jesteś człowiekiem z krwi i kości, czujesz i potrafisz kochać to wierz mi – ten film sprawi, że zastanowisz się nad samym sobą. Możliwe, że w pewnym momencie nie wytrzymasz i wybuchniesz płaczem. Ten film to potrafi. Magia kina? Też.

Fabuła filmu składa się z kilku epizodów mających ze sobą pewne powiązania. Oto mamy umierającego na raka starca, którego ostatnią wolą jest zobaczyć swojego syna; młodego zdolnego chłopaka wygrywającego telewizyjne turnieje oraz jego przyszłą wersję, której marzeniem jest posiadanie aparatu na zęby; policjanta wierzącego w Boga, który szuka szczęścia; faceta z wielkim ego, który napisał książkę o tajnikach podrywania oraz starszego prezentera telewizyjnego, który stara się pogodzić z własną córką.

Świetna obsada i cudowna reżyseria. Jednak oglądając ten film zapomnicie, że to tylko film. Anderson poprzedza to wszystko niesamowitym prologiem – przedstawia trzy niewiarygodne historie, w których bieg wydarzeń trudno uwierzyć. A jednak. Stały się. Całe rozwinięcie to historia ludzi, którzy będąc na pewnym etapie swojego życia dotarli do momentu, w którym to życie prosi się o rozliczenie. Nad samym sobą.

Magnolia opowiada o miłości, bólu, przebaczeniu, żalu i dążeniu do zaspokojenia własnych pragnień. Jakkolwiek ma to znaczenie dla innych – dla nas jest najważniejsze. Przez ponad trzy godziny jesteśmy świadkami tego, co czyni nas ludźmi. Miłość potrafi być silna, bezwzględna, nieugięta. Łatwo prowadzi i do szczęścia i do śmierci.

Jeśli jesteście pewni, że w kinie widzieliście już wszystko, to zapewniam Was, że koniec tej historii to prawdziwie zaskakujące, niesamowite przeżycie, który utkwi Wam w głowach być może do końca życia. Dość kontrowersyjne może się ono wydać zarówno dla ludzi wierzących jak i ateistów. Mnie jako osobie z tej drugiej grupy ludzi zakończenie ma dwojakie znaczenie. Jeśli nie widziałeś filmu OMIŃ PONIŻSZY AKAPIT!

SPOILER -> W mniej więcej 15. minucie przed końcem filmu, kiedy to kulminacja wydarzeń sięga zenitu z nieba spada… deszcz żab. Jeśli jesteś wierzący ta scena może sprawić, że wstaniesz z krzesła i zadrżysz. Jeśli nie masz żadnego boga i jesteś osobą tolerancyjną (ateista powinien być taką osobą) Twoja reakcja nie powinna się wiele różnić. Ta sekwencja KOPIE i mogę ją zaliczyć do najgenialniejszej sceny w historii filmu. Wyobrażasz sobie, że jedziesz samochodem a na przednią szybę nagle spadają dwie żaby? Kilkanaście sekund spada już ich tysiące? Czy przewidziałbyś taki obrót spraw? Czy to wydarzenie nie byłoby ostatnią rzeczą na jaką mógłbyś wpaść? Drogi widzu – ta scena to chrzest wiary – nie w Boga, nie w cuda a w samego siebie i ludzi. Czy jesteś wierzący czy nie, ochłonąłeś po filmie – zadaj sobie pytanie “Co oznaczał deszcz żab?” i przypomnij sobie sam początek filmu. Przedstawiam moje własne znaczenie tej sceny, wolne od wszelkich dogmatów i uprzedzeń. Anderson zastosował genialną w prostocie metodę dotarcia do widza bez względu na jego przekonania. O ile początek film już tłumaczy całe przesłanie reszty historii o tyle jego koniec jest jak gdyby wersją dla tych, na których mityczność działa skuteczniej i dobitniej na wyobraźnię. Początek ma formę dobitną, koniec – formę pomimo wszystko logiczną i możliwą, acz tchniętą mistycyzmem, przez co niektórym widzom może wydać się kontrowersyjnym “wykorzystaniem świętości” jako środku przekazu. Anderson potraktował wszystkich widzów bez uprzedzeń poprzez scenę, w której wspomniany już młody chłopak siedząc nad książkami i patrząc z okno na deszcz żab stwierdza, że “To się zdarza“. Ta scena cudownie połączyła mistycyzm ze zdrowym rozsądkiem. Biblijny cud czy naturalne zjawisko? Jakbyś sobie nie tłumaczył – uwierz, że różne rzeczy się zdarzają. <- KONIEC SPOILERA

Każdy odbiera film na swój sposób. Inaczej człowiek zakochany, inaczej kochający, inaczej człowiek samotny. Głównym tematem Magnolii jest rozliczenie się z własną przeszłością. Sprawy niedokończone. Wszystko, co leży nam na sercu musi być kiedyś wyłożone na stół i poukładane. Oglądając ten film poczułem, jak coś wdziera się mój mózg oraz serce i krzyczy, bym wydostał z siebie wszelkie drążące mnie problemy. Dociera do nas jakie jest życie. Nie jest proste. Sama miłość komplikuje naszą codzienność. Walczymy z tym, czasami na próżno, czasami ze skutkiem. To sprawia, że chciałbyś komuś powiedzieć, co czujesz. Chciałbyś być wysłuchany i zrozumiany. Nie masz wątpliwości jak jest naprawdę. Wątpliwością jest to, czy się uda zdobyć szczyt góry.

W moim przeczuciu Magnolia to film o uszanowaniu samego siebie. O naprawie sumienia, o tym jakim żalem jest utrata miłości, o tym, jak trudno zdobywa się przebaczenie. Anderson również przekazuje, że wszelkie gierki, sposoby na łatwiejsze tak naprawdę nic nie znaczą. Nie ma drogi na skróty, bo to istnieje szczerość. Jeśli nie postawimy na nią sama się nam przypomni. Sama wróci i poprosi o naprawienie samego siebie.

Naucz się rozumieć ludzi, naucz się im przebaczać, ale nie zapominaj o rozsądku. Magnolia pokazuje, że każdy etap w życiu, nie tylko ten ostatni, jest ważny. Czy jesteśmy dziećmi, dorosłymi czy starszymi tak samo potrzebujemy miłości, szacunku i zrozumienia. Czy wierzysz w Boga czy Matkę Naturę – jesteś człowiekiem. Miłość to jedyna nieokiełznana przez człowieka siła. Tak samo uzdrawia, tak samo rani. Dlatego nigdy nie ignoruj czyichś uczuć, bo przyjdzie chwila, kiedy sam zapragniesz odwzajemnienia. A ta chwila odrzucenia jest gorsza od samej śmierci.

Podsumowując; Anderson nakręcił wielki film, w którym granica między filmową fikcją a rzeczywistością jest tak zatarta, że odczuwamy życie bohaterów niemal na własnej skórze. Fenomenalnie zagrane, chwytające mocno za serce arcydzieło z niesamowitym zakończeniem. To trudny film, ale udowadnia jak potężnym medium potrafi być kino. Podobne odczucia miałem oglądając Miasto Gniewu, ale Magnolia jest dużo bardziej odciska ślad w sercu. Prawdopodobnie przeżyjecie rachunek sumienia, bo ten film zmienia życie. To tylko film, ale uwierzcie, że takie rzeczy się zdarzają.

Magnolia
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz