h1

CV: Gran Torino. Emeryt z jajami

grudzień 31, 2008

Gran Torino

Rasistowski Walt Kowalski (Clint Eastwood) jako weteran wojny w Korei mieszka sobie w dzielnicy zamieszkiwanej przez Chińczyków. Ma uprzedzenia praktycznie do wszystkiego co nieamerykańskie – w tym do własnego syna sprzedającego japońskie samochody. Walt Kowalski ma cięty język i z racji swojego podejścia do świata postanawia oddalić od wszystkiego i wieść spokojne życie pucując coraz swojego cudownego Gran Torino z 1972 roku. To auto robi  niesamowite wrażenie. Do tego stopnia, że miejscowy gang czwórki wykolejeńców chcąc zrobić z sąsiada Kowalskiego – Tao (Bee Wang) prawdziwego faceta nakazuje mu ukraść to cacko. Tao jednak jako przysłowiowa dupa wołowa nie wykonuje zadania jak należy i przestraszony spluwą Kowalskiego ucieka w popłochu.

Następnego dnia gang wraca pod dom Tao i namawia do kolejnej próby kradzieży samochodu. Tao odmawia, wstawia się za nim jego HOT siostra i dochodzi do bójki. Do akcji wkracza Kowalski i swoją tradycyjną metodą konwersacji rozgania towarzystwo nie mając jeszcze pojęcia, jaką burzę właśnie rozpętał. Gapowaty Tao chcąc się odwdzięczyć za uratowanie mu życia postanawia popracować nieco u Kowalskiego. Między mężczyznami rodzi się nić przyjaźni. Niebanalny w tym udział ma wspomniana już młoda, piękna i inteligentna siostra Tao – Youa  (Choua Kue).

Gran Torino to prawdopodobnie ostatni film, w jakim Clint Eastwood wziął udział jako aktor. Może to nieco smucić, bo znów mnie nie zawiódł i świetnie zagrał faceta ukrywającego własne problemy. Jego bohater to ktoś, kto mógłby powiedzieć “Może nie jestem Rambo, ale nikt mi nie  będzie w kaszę dmuchał i jeśli mnie wku*wisz to może zrobić się c*ujowo“. Walt Kowalski wyniósł z wojny przykre doświadczenia – zabijał ludzi. Jego mentalność i sposób podejścia do życia jest po prostu ustawiona na “anty”. Choć gdyby przyjrzeć się temu z bliska możemy stwierdzić, że Kowalski ma swoje powody – kiepskie stosunki z rodziną i śmierć żony. Ratunkiem okazują się jego sąsiedzi. Chińczycy. Poznaje ich kulturę i sposób bycia.

Nie jest to jednak historia o różowym zabarwieniu. Rasizm, odkupienie grzechów i wchodzenie w dorosłość. W całej swojej formie Eastwood ostrzega. Ostrzega, że problemy nigdy nie rozwiązują się same. Każdy spór tak jak wojna ponosi ze sobą ofiary. Jakie życie taka śmierć. Bohater wrócił do doświadczeń z wojny, by ostatecznie się z nimi rozprawić. Po raz kolejny w filmie przytaczany jest przykład zataczania koła – czym walczysz od tego giniesz.

Gran Torino jest filmem niesamowitym przepełnionym życiowym doświadczeniem. Eastwood jako dojrzały twórca pokazuje nam swój dystans do świata, ale także zdrowy dystans w rozwiązywaniu problemów. Jego bohater nie jest rozszalałą bestią rządną krwi. Choć pełen osobistych problemów dowodzi, że mimo wszystko nie boi się życia, idzie do przodu  dumnie i pewnie. Jego Walt Kowalski to przykład człowieka, który przydałby się nam na ulicach – opanowany i choć nieco pesymistyczny to twardo stąpający po ziemi i nie kryjący tego, co ma do powiedzenia. Kiedy nadchodzi chwila przyparcia do muru nie okazuje strachu i zachowuje zdrowy rozsądek. Uczy też, że dobre intencje nie zawsze wystarczą, bo świat jest zepsuty do cna.

Eastwood jednak nie narzeka, nie płacze. Eastwood walczy z pomiotem i mówi do ciebie “Jeśli jakaś menda wchodzi ci w drogę, nie ustępuj, pokaż na co cię stać“. Bo tak naprawdę jeśli uważasz się za istotę posiadającą mózg i jaja nie zginiesz przez własną (fizyczną) słabość, ale przez własną głupotę. Finał Gran Torino ostrzega wszystkich. I skurwysynów, i tych, którzy z nimi walczą. Pieprzyć Rambo. Jest Walt Kowalski.

Polecam; świetny film i rewelacyjna kreacja Eastwooda. Ten film Was nie zawiedzie.

Gran Torino
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz