
CX: Happy-Go-Lucky, Czyli Co Nas Uszczęśliwia
styczeń 4, 2009Happy-Go-Lucky,
Czyli Co Nas Uszczęśliwia 
To wydaje się takie banalne. Mike Leigh nakręcił film, którego przesłanie jest proste jak drut, choć może się to wydać pomysł zupełnie nudny. Leigh dobrze wie (i my również), w jakich czasach przyszło nam żyć i tym razem jego intencją było uświadomienie widza, że choć życie potrafi kopać dupie warto być optymistą, brać z życia najlepsze i nie przejmować się na wyrost. Czy jest to oznaka chorobliwej wręcz uciechy? Ja bym zapytał czy ludzie chorobliwie nie popadają w depresję. Dla takich właśnie poleciłbym Happy-Go-Lucky.

To słodko-gorzka komedia. Scenariusz nie ma jako takiego początku i zakończenia, ale to jest właśnie cała sedno tej historii – nie trzeba opowiedzieć komuś całego życia, by stwierdzić, że użalanie się nad sobą nie ma sensu. Z drugiej strony historia pomimo swojej fabularnej swobody zawiera w sobie pytania typu “Czy optymista jest osobą dorosłą czy dzieckiem w ciele dorosłego?“. Zadaje pytania na temat odpowiedzialności, poszukiwaniu szczęścia, ale i też czy bycie optymistą jest do końca bezpieczne? Motyw z facetem od nauki jazdy to przykład tego, że kiedy jesteśmy weseli zdajemy się być… zwodniczy. W czasach, kiedy większość ludzi martwi się o to, czy będzie miało na chleb widok, kogoś cieszącego się bez wyraźnego (dla nas) powodu wydaje się czymś wręcz kosmicznym. Siostra głównej bohaterki pomimo tego, że jest od niej młodsza jest już w ciąży i ciągle powtarza starszej frazesy o odpowiedzialności i dorosłości. Leigh to pokazuje, że kiedy traktujemy życie schematycznie ucieka nam cała radość i związana z tym spontaniczność.

Leigh w moim odczuciu drwii sobie (ewentualnie ironizuje) z powagi okresu dorosłości. Sam tylko początek filmu – scena w księgarni. Typowe miejsce, gdzie zazwyczaj jest cicho i nic się nie dzieje. Ha, jakbyśmy wpadli w sidła monotonii życia i czekali, aż z którejś książki wyskoczą literki i narobią bałaganu.
Świetną kreację stworzyła Sally Hawkins w roli 30-letniej Poppy – nauczycielki z podstawówki. Jej życie składa się z pracy (dla której nawet się czasami poświęca w domu – dobre, nie?), wypadów do barów ze współlokatorkami i ogólnego czerpania radości z każdej chwili, choćby mieli jej ukraść rower. Zdając prawo jazdy trafia na faceta, który jest jej odwrotnością – w kółko nawija o sensie życia, narzeka na świat i wydaje się być ogólnie roztrzęsiony. Leigh i tak go nie uszczęśliwia, bo tu zamiarem reżysera nie jest głaskanie wszystkich po głowie, tylko ukazanie jak osoba zadowolona z życia żyje wokół swoich przeciwieństw. Dzięki temu obraz nie jest niepoprawny optymistycznie, zawiera dawkę gorzkiej ironii, ale nie robi z niej dramatu.
Po długim namyśle odnoszę wrażenie, że nie jest film, gdzie bohaterka ślepo idzie przed siebie ze swoim szczęściem. Mike Leigh ukrył według mnie gdzieniegdzie prawdę o świecie mówiąc “Pokazuję Wam, że można być szczęśliwym i jednocześnie nie tracić przy tym głowy“. Happy-Go-Lucky to kino przyjemne, optymistyczne, proste i z pewną dozą ironii. Uczy i poprawia humor. Polecam.
Happy-Go-Lucky, Czyli Co Nas Uszczęśliwia
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

