
CXVIII: King, Darabont i Mgła
styczeń 15, 2009Mgła (2007) 
Jakże niedoceniony przez krytyków i widzów film. Został zapamiętany jedynie przez niesamowicie mocną końcówkę (która w mojej opinii jest najgorszą sceną). Frank Darabont dał się poznać kinomanom jako najlepszy adaptator prozy Stephena Kinga; nakręcił Skazanych na Shawshank i Zieloną Milę zyskując sympatię jako świetny reżyser a także scenarzysta (Zakładnik (2004), Frankenstein z DeNiro). Mgła to kolejny, niesamowity film, cholernie dobitny i rozprawiający o ludzkim… zaciemnieniu.

Świetne ujęcia i nieco powolna, acz trzymająca tempo narracja sprawiają, iż film ogląda się jak rasowy, klimatyczny horror. Akcja rozkręca się od pierwszych sekund. Duszne, niepokojące kadry i coś wiszącego w powietrzu niczym apokalipsa. W dosłownie kilka sekund miasto zalewa tajemnicza i gęsta jak mleko mgła. Ramy całej historii zamykają się w jednym sklepie wypełnionym przypadkowymi ludźmi. W pewnym momencie w czasie sprawdzania pracy generatora zarządzającego energią w sklepie dochodzi do wypadku; ginie młody chłopak wciągnięty przez coś. Tym czymś są macki. Takie jak to bywa w horrorach; obślizgłe, mordercze, szybkie i bezlitosne. Pojawiają się i znikają. Niczym duch. Kto je widział, ten w nie uwierzył. Ów wydarzenie wprowadza chaos. Ludzie zaczynają się dzielić na racjonalistów i wierzących (choć tu bardziej pasuje określenie “nawiedzonych”). Grupę wierzących zasila swymi kazaniami pani Carmody (świetna Marcia Gay Harden). Wpada ona w tak proroczy amok, iż po pewnym czasie cały sklep zamienia się w świątynię ciemnoty i zacofania umysłowego. Kiedy sklep zostaje zaatakowany przez gigantyczne owady i wszelakiej maści potwory wszyscy wpadają w panikę. Napięcie sięga zenitu, psychoza i martwica intelektualna również. Oczywiście jest garstka ludzi myślących jasno, która, koniec końców, postanawia opuścić tajemniczą mgłę. Z pewnością nie będzie łatwo.

Pisząc streszczenie ominąłem wszystko to, co w tym filmie zaskakuje, straszy i zmusza do myślenia. W moim odczuciu ten film to historia o ludzkim zaciemnieniu. Mgła odrywa sklepową społeczność od świata, przez co wszyscy stają się niewolnikami zamkniętej przestrzeni, w której wszystko może się zdarzyć. Jeżeli trafi się ktoś, kto ma wystarczająco gadane pociągnie za sobą swoich wyznawców. Władzę zdobędzie ten, kto poruszy najprymitywniejsze rejony ludzkiego umysłu. Wszelkie racjonalne sposoby przestaną mieć znaczenie. Najważniejsze będzie to, co nas utrzyma w fałszywej pewności, której nie udowodnisz. Odwieczna walka ślepej wiary i racjonalizmu.

Frank Darabont świetnie odczytał nowelę Stephena Kinga. Film jest genialny. Niestety, jego końcówka uznana przez dużą ilość widzów za świetną, w moim odczuciu niweczy wydźwięk całości. Książkowy oryginał ma się zupełnie inaczej do filmu i kładzie na całość większy sens. Być może Darabont chciał się przylizać widzom pragnącym chociaż raz zobaczyć w kinie coś innego niż happy end, ale czy naprawdę w tym przypadku to było potrzebne? Zainteresowanych tematem odsyłam do tej strony, by zobaczyć, jak kończy się książka i stwierdzić, co jest lepsze.
Podsumowując; Mgła to genialny horror, klimatyczny, mistyczny, świetnie opowiedziany. Niedoceniony przez widzów, ale co ciekawe, przeszedł bez większego echa pomimo anty-moherowego tonu. W każdym bądź razie polecam. Ostatnia sekwencja z utworem Dead Can Dance – The Host Of Seraphim w tle jest po prostu cudowna. Szkoda tylko, że sam finał przekręca historię do góry nogami i wprowadza w taką konsternację, iż inne wyjście wydawałoby się bardziej racjonalne. Albo dowcip reżysera albo pomyłka. Zadecydujcie sami.

Mgła
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

