h1

CXXI: Benjamin Button. Ciekawy czy nieciekawy?

Styczeń 26, 2009

Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona

To drugi po Slumdogu. Milionerze z Ulicy film, który dostał w tym roku nominację do Oscara za najlepszy obraz roku. Czy słusznie? Niestety nie. Co sprawiło, że tak spodobał się Akademii? Czy 13 nominacji to efekt powolnego upadku znaczenia Oscarów w świecie kina? I tak i nie. Trendy zmieniają się jak szalone a Akademia wciąż pozostaje przy dramatach ludzi zwykłych inaczej. Tak było między innymi z Forrestem Gumpem. Benjamin Button posiada jedną zasadniczą wadę, które powinna go zdeklasować w nominacji do najlepszego filmu z miejsca. Mianowicie – kiepska dramaturgia i… banalny morał.

Zastanawiam się o czym w ogóle jest ten film. Sam tylko trailer opowiedział niemal połowę fabuły; dowiedzieliśmy się, że Benjamin urodził się stary i biegiem czasu zaczął młodnieć. W międzyczasie… po prostu żył i spisywał wszystko do dziennika. Całość opowiadana jest z perspektywy pewnej schorowanej kobiety, która leżąc w szpitalu dożywa swoich ostatnich dni i wspomina sobie Benjamina. Film zaczyna się opowiastką o człowieku, który stracił syna na wojnie i pełen smutku zbudował zegar, który cofa się do tyłu, by w ten sposób przywrócić życie wszystkim synom, którzy zginęli na wojnie. Można powiedzieć, że to aluzja to historii Buttona, który w końcu żył w drugą stronę. Problem leży w tym, jak to wszystko ze sobą powiązać i zgłupieć przy okazji.

Symbolikę, metafizykę i odniesienia ceni się w sztuce jak najbardziej. Dlatego wadą Buttona jest wyraźny brak głównej myśli, która odebrałaby wszystkim tym elementom rażącej w powietrzu banalności. Film się ogląda tak, jak słucha się gawęd starego dziadka, ale oczekujemy w końcu jakiejś myśli, która to wszystko zbierze i podkreśli. I owszem, coś takiego otrzymujemy, tyle, że… nic z tego nie wynika. Benjamin nie ma ma pytań o to, dlaczego jest taki a nie inny. Czyżbyśmy musieli głowić się nad znaczeniem zegara z początku filmu, który cofa czas? Co ma zabity na wojnie syn do zupełnie obcego mu człowieka,  który żyje w drugą stronę? Magiczna sprawa zegara? Fincher chyba się zagalopował w swojej wizji i pokazał nam historię, która ciekawie się zaczyna i grzęźnie w nijakości im bliżej jej końca. Ja odczułem to jako swoistą łopatologię. Bo jak można zakończyć coś ciekawie, kiedy przez cały film reżyser tylko opowiada i aż się prosi o jakąś głębszą myśl? Nie uświadczymy nic nowego.

Benjamin Button ma kilka swoich zalet, które może i historii lepszej nie czynią, ale za to zadowalają oko (i jako tako uszy). Prawdziwym dziełem sztuki (dałbym Oscara) są w tym filmie zdjęcia Claudio Mirandy. Facet od odwalił niezłą robotę, bo kadry wyglądają jak malowane freski. Dominują głównie ciepłe barwy a mroźna Rosja cudownie pokryta śniegiem wyróżnia się niebieska kolorystyką. Inna sprawa to efekty specjalne – nie wszędzie wyglądają cudownie, za to charakteryzacja Pitta powala na kolana. Szkoda tylko, że imbliżej Pittowi do Pitta tym bardziej zastanawiam się, czy faktycznie zasłużył na nominację do Oscara. Ot, taki śliczny chłoptaś z jedną minką.

Podsumowując; to estetycznie ujmujące dzieło z fabułą, której do Oscarów raczej daleko. Sam wyjściowy pomysł zasługuje na uwagę, ale jego wykorzystanie to już inna bajka. Przy takim wyborze Akademii dziwi brak Mrocznego Rycerza w nominacjach do Najlepszego Filmu. Benjamin Button to film, któremu brakuje tego “czegoś”, co intryguje i przyciąga do ekranu. Środkowa część filmu potrafi zanudzić. Natomiast końcówka to już brak pomysłu na rozwiązanie fabuły. Rozumiem nawiązanie do symboliki (szczególnie wody i odwrotności zdarzeń), ale szkoda, że nic szczególnego nie wynikło z samej fabuły. Nic zaskakującego.

Być może Fincher chciał zrobić film głęboki (bądź po prostu pod Oscary jak to kilka razy z rzędu robił Scorsese), jednak wyszła mu historia chwytająca tylko za wzrok. 2,5 godziny seansu, z którego dowiemy się, że życie na odwrót nie zadaje pytań “Dlaczego?”. Więcej problemów mieli ludzie dookoła Buttona niż on sam. Co ciekawe; Button jest dobry jako… komedia. Można się szczerze pośmiać kilka razy i stwierdzić, że te zabawne momenty były w tym filmie najlepsze. Więcej było w nich prawdy niż w całej reszcie filmu. Ciekawy przypadek, nie?

Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz