h1

CXLV: Po Zmierzchu

marzec 16, 2009

Zmierzch

Po długiej przerwie w oglądaniu filmów postanowiłem zobaczyć Zmierzch. Moje największe obawy tyczyły się “syndromu filmów dla młodzieży”, bowiem adaptacje opowieści o nastolatkach mają “szczęście” do popadania w utarte schematy, ale Zmierzch rozśmieszył mnie pod tym względem tylko raz.

Książki nie czytałem, jednak w trakcie seansu podświadomie odczułem, iż reżyserka całkiem poprawnie zrozumiała wizję Stephanie Meyer i fani powinni być zadowoleni. Ja jako nief-an i kompletny nie-znawca prozy Meyer stwierdzam, iż film jest dobry, ba, nawet bardzo, aczkolwiek pewnej ilości błędów się  nie oparł i stąd moja ocena jest jakby na pograniczu (“niezłej” z “dobrą”).

Fabuła nie powala specjalnie, natomiast podoba mi się jej prowadzenie. Sam film ma przyjemny klimat dzięki miejscu akcji, zdjęciom i ich kolorystyce. Przypomniał mi się pod tym względem Więźnia Azkabanu. Historia dziewczyny, która poznała wampira jest przede wszystkim bardzo romantyczna, ale za plus reżyserce można dodać to, iż praktycznie wszystkie wątki zgrabnie się ze sobą łączą i nigdzie nie została przegięta linia, natomiast to, czego mógłbym się uczepić to gra aktorska Roberta Pattinsona. Chłopak urodę ma, ale gdyby nie makijaż i szkła kontaktowe wrażenia jako takiego by nie było, ale tutaj bardziej go znosiłem niż w Czarze Ognia, gdzie grał Cedrika. Kristen Stewart nie widziałem do tej pory w żadnym filmie i chociaż jej rola nie powalała (jak zresztą w przypadku całej reszty obsady) to wydała się mniej drewniana od swojego filmowego partnera.

Gdybym miał za sobą lekturę książki z pewnością nastąpiłaby krytyka porównania z oryginałem. W sumie wystarczy mi fakt, iż sam film był dobry. Nie do tego stopnia, bym zaczął czytać wszystko o wampirach, ale jeśli na DVD wyjdzie wersja rozszerzona pewnie bym się skusił na zakup.

Myślę, iż najbardziej podobała mi się forma plastyczna filmu. Odgłosy deszczu, zgaszone kolory i nieśpieszna, aczkolwiek trzymająca widza w ciągłym skupieniu narracja sprawia, że Zmierzch jest wart obejrzenia nawet, jeśli histeria związana w tą produkcja wydaje się infantylna.

Co mi się nie podobało; niektóre momenty w filmie zahaczały o kicz i bywało, że chciałem buchnąć śmiechem. Pierwszy powód to taki oklepany schemat, kiedy to nowy uczeń w szkole trafia w pierwszej kolejności na jakiegoś freaka, który “wie wszystko o każdym w szkole” i z miejsca proponuje przyjaźń używając terminologii zrozumiałej tylko dla niego samego. Kto widział Step Up 2 z identycznym wątkiem wie, co mam na myśli. Drugą rzeczą, która sprawiła, że ocena lekko poleciała w dół to sekwencja “o co kaman?”, czyli moment, w którym Edward Cullen opowiada Bell dlaczego jest źle i dlaczego nie może być lepiej. Wszystko tu kiepściła gra Pattisona. Chłopak ma tak drewniane momenty jak Hayden Christensen w całym Jumperze. Kiedy się denerwują to ja mam ochotę na dziki śmiech.

Poza tym nie widzę nic, do czego mógłbym się czepić. Filmowa wersja fabuły nie powala. Dobre jest po prostu jej prowadzenie i klimat. Soundtrack znałem na długo przed filmem, ale nie wpływa on na moją ocenę. Pozostaje mi czekać na kolejną część, czyli Księżyc W Nowiu (Twilight Saga: The New Moon) i oczekiwać, że twórcy pójdą tym samym tropem. Polecam wszystkim. Dobry film, momentami można się pośmiać, ale również i w tym pozytywnym wydźwięku.

Zmierzch
FilmWeb | IMdB | Rotten Tomatoes

Jeden komentarz

  1. fajne zdjęcia no i tak fajnie na siebie patrzą



Dodaj komentarz