h1

CXLIX: Terminator 2: Dzień Sądu. Kinowo i reżysersko

marzec 28, 2009

Terminator 2: Dzień Sądu
Terminator 2: Dzień Sądu (Dir Cut)

Oglądanie tego filmu chyba nigdy mi się nie znudzi. Trochę jak Kevin Sam W Domu – można oglądać go do usranej śmierci i za każdym razem wciąga tak samo. Było nie było – Dzień Sądu to chyba wzorcowy przykład mega kina akcji obładowanego efektami specjalnymi, które do dziś, po 18 latach nadal wyrywają z butów. Wierzyć się nie chce, że ten film ma tyle wiosen na karku. W czym tkwi sukces? Arnold Schwarzenegger i James Cameron.

t21a

Każdy zna tą historię. Arnie zostaje wysłany w przeszłość przez Johna Connora, by chronił jego samego przed zabójczym prototypem T-1000 wysłanym przez maszyny. Pytaniem jest, kto do niego dotrze pierwszy. Można powiedzieć, że scenariusz jest niemal kopią części pierwszej. Masa smaczków i odnośników do części pierwszej nie pozostawia złudzeń, że mamy doczynienia z filmem, który powstał, bo zmusił go do tego poprzednik ;) . Dzień Sądu różni się jednak diametralnie od Terminatora. Przede wszystkim – to już nie kino za małe pieniądze a kompletny rozpierdziel, który umiejętnie połączył w sobie fabułę i efekty. Wszystko tu zlewa się w jedną, doskonałą całość. Nie ma się w sumie do czego przyczepić, jednak po obejrzeniu jedynki (na świeżo) zmieniłem nieco zdaniem na temat tego filmu. Terminator wydaje mi się lepszy, bowiem góruje nad Dniem Sądu klimatem, scenariuszem i napięciem. Dzień Sądu ogląda się przyjemnie, jak popcornowe kino, gdzie wszystko i tak się dobrze skończy. Z kolei Terminator jest ostrzejszy, bardziej brudny – chodzi mi o cyberpunkową warstwę, której w Dniu Sądu po prostu nie ma. I to jest zabawne, bo mamy do czynienia z tym samym cyklem, jednak kolejne części należą do zupełnie innego gatunku filmowego. Porównując oba filmy jedynka wydaje mi się lepsza, patrząc na te produkcje zupełnie oddzielne – każda jest niemal genialna w swoim gatunku.

t22a1

Efekty specjalne – nic dodać, nic ująć. W 1991 robiły niesamowite wrażenie – T-1000 z płynnego metalu przechodzący przez kraty czy wychodzący z chmury ognia to już klasyka. Te sekwencje po dziś dzień wbijają w widza w fotel pomimo upływu tylu lat. Muzyka także ewoluowała – najlepszy motyw ma oczywiście T-1000, któremu towarzyszy charakterystyczna gama dźwięków w każdej scenie, w której się pojawia.

Uwielbiam zdjęcia w tym filmie. Chodzi mi tu o styl filmowania – najazdy kamery na rozpędzone pojazdy, stosowanie szerokich panoram dają odczucie niepokoju do tego stopnia, że niemal każda scena nabiera mitycznego wymiaru. Było nie było – operator zdjęć – Adam Greenberg urodził się Polsce i… na tym się kończy jego związek z naszym krajem x).

t23a

Terminator otworzył Schwarzeneggerowi wrota do Hollywood, Dzień Sądu sprawił, że… otworzyły się jeszcze bardziej :D . Arnie miał chyba szczęście do tego, że nie musiał się za wiele odzywać i jego mimika ograniczała się do kamienia na twarzy i kretyńskiej próby uśmiechu (potem jednak nauczył się uśmiechu typu “C”, który pokazał przy okazji kwestii “Zaufaj mi”, kiedy to poszedł zrobić porządek z policyjnymi radiowozami). Wiadome jest, że Arnie zagrał w tym, bo fizycznie nadawał się idealnie. Inna sprawa z jego aktorskim talentem, ale kogo to obchodzi w przypadku stricte kina akcji?

Na koniec wspomnę o wersji reżyserskiej. Wersja, która zawitała do kin uznają za lepszą, bowiem dodatkowe 20 minut tylko spowalnia akcję i moim zdaniem jest zupełnie zbędna. Może jedyna scena, jaką bym zostawił to ta, w której Sarah śni się Kyle, bowiem przypomina widzowi o tej ważnej postaci, chociaż na upartego i tego mogłoby nie być. Wersja kinowa jest dynamiczniejsza, skrojona idealnie i nic jej do szczęścia nie potrzeba. Dlatego polecam tylko pierwszą wersję a sceny dodatkowe można sobie obejrzeć oddzielnie przy okazji oglądania “making of”.

Terminator 2: Dzień Sądu
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz