
CXLVIII: Terminator
marzec 28, 2009Terminator 
![]()
Wrzucając płytę DVD do napędu sądziłem, że oglądam Terminatora pierwszy raz w życiu (drugą część znam niemal na pamięć). Miewam takie uczucia, kiedy sięgam po klasykę. Pierwsze dziesięć minut mnie uświadomiło, że jednak już to kiedyś widziałem, ale dotarło do mnie jednocześnie dlaczego zupełnie nie mogłem go wcześniej skojarzyć. Bowiem druga część – Dzień Sądu to w zupełności inne kino. Pierwsza część Terminatora urzekła mnie klimatem… idealnej produkcji offowej puszczanej w środku nocy, kiedy ludzie śpią a świry wlepiają oczy w cyberpunkowy świat elektronicznego mordercy…
To zabawne, bowiem dotychczas uważałem Terminatora 2 Dzień Sądu za film bez wad. Moje ponownie spotkanie z częścią pierwszą zaowocowało masą myśli, skojarzeń. Jednym słowem – ja ten film jednocześnie oglądałem, przeżywałem i analizowałem i nie mogłem wyjść z podziwu dla Camerona. Facet nakręcił TAKI film przy użyciu minimalnych środków. Same efekty nieco się zestarzały, jednak trzy najmocniejsze zalety tego filmu to: klimat, scenariusz i napięcie. 1,5 godziny mija w oka mgnieniu.

To start światowej kariery Arnolda Schwarzeneggera, “I’ll be back“, ikony kina – Terminatora no i również świetny start Jamesa Camerona, który wcześniej postraszył nas głupią Piranią 2: Latający Mordercy. Na szczęście, Terminator już nie latał x).
Scenariusz jest prosty jak budowa cepa, chociaż niektórzy po namyśle stwierdzą, że ma poważną dziurę w logice (chociaż, gdzie tu na nią miejsce, kiedy mowa o podróżach w czasie?) . John Connor, przywódca rebelii przeciw maszynom wysyła w przeszłość terminatora, którego zadaniem jest ochrona Sahar Connor, matki Johna, przed innym terminatorem wysłanym przez maszyny w celu zabicia jej. Proste, maszynom chodziło o zgładzenie przywódcy oporu i tym samym wygranie wojny. Jednak w całym tym pomyśle jest pewien błąd, który trudno rozpatrywać, żeby nie zdradzić całej fabuły.
SPOILER -> maszyny wysłały w przeszłość Terminatora, by zabił Sarah Connor, ale najśmieszniejsze jest to, że wysłany przez Johna Kyle Reese jest jego… ojcem. A z tego wynika, gdyby John nie wysłał Kyle’a w przeszłość to sam by się nie narodził. Stąd pytanie; jak to jest z tym Kyle’m? Kiedyś usłyszałem ciekawą teorię, która mówi, że po wycieczce w przeszłość/przyszłość tworzy się pętla czasowa, która trwa w nieskończoność. Bo to może tłumaczyć, skąd John miał zdjęcia swojej matki. Zdjęcia to zostało zrobione PO wizycie Kyle’a w przyszłości a to znaczy, że wszystko znowu się powtórzyło, zatoczyło swoiste koło i tak toczy się bez końca. Śmieszne jest tylko to, która wersja tych zdarzeń zaistniała jako jedyna? W filmie moim zdaniem pokazano drugi obieg czasu. Pomyślcie przecież, jeśli w końcu nie doszło by do wojny z maszynami to nikt nikogo by nie wysyłał w przeszłość. Z tego wszystkiego wynika zabawne stwierdzenie, że te koło choć się powtarza to za każdym razem tak się zmienia, że w końcu przybiera formę, jakby tej podróży w czasie w ogóle nie było, bowiem przyczyny zostały wykreślone przez kolejne działania. Ciekawe, nie? Z tego wynika, iż nawet jeśli ktoś by się cofnął w czasie i naprawił błędy to nikt poza nim nie wiedziałby, że podróż w czasie w ogóle miała miejsce. <- SPOILER

Zostawmy jednak te wszystkie nieścisłości fabularne i przejdźmy do efektów specjalnych. Na początku wspomniałem, że film przypomina świetne kino niezależne. I takie są właśnie efekty; momentami rażą papierem i plastikiem jednak ich urok w połączeniu z całością jest niesamowity. Tylnia projekcja, miniatury, animacja poklatkowa, modele animatroniczne – jednym słowem – cuda nad cudami, których uroku nie zakryją nawet najlepsze efekty złożone z pikseli. Możecie sobie o nich poczytać szczegółowo na stronie Klubu Miłośników Filmu, w dziale F/X (link).
Sukces Terminatora okazał niemal tak nieoczekiwany jak reakcja widzów na Gwiezdne Wojny. Świat oszalał i jeszcze nie miał pojęcia, że Cameron kilka lat później zaskoczy wszystkich Dniem Sądu.

Na dzień dzisiejszy ten film pokrył się nieco kurzem, jednak pozostanie w moim sercu na wieki za klimat, napięcie i scenariusz. James Cameron pokazał, że potrafi nawet z minimalnym budżetem stworzyć świetne kino s-f z kultowymi postaciami, wkładając w ich usta nie mniej kultowe kwestie. Co tu się rozpisywać – klasyka, do której zawsze można powrócić i podziwiać Arniego w jego największej roli.
Terminator
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

