h1

CLII: Pozwól Mi Wejść

marzec 30, 2009

Pozwól Mi Wejść

Po obejrzeniu Pozwól Mi Wejść pytania tłoczące mi się w głowie nie dawały mi spokoju. Z początku miałem wrażenie, że ten film opowiada o wszystkim. Z drugiej strony odczuwałem, że chodzi o coś zamkniętego, niedostępnego, trudnego. Szwedzka produkcja pod dyrekcja Tomasa Alfredsona należy do grona produkcji, nad którymi można toczyć wiele dyskusji. Jej urok tkwi w powolnej, acz przykuwającej uwagę narracji i cudownie malowanych światłem zdjęciach. Surowość w sztuce to chyba jeden ze znaków firmowych szwedzkiej kinematografii.

Na początku poznajemy Oscara – 12-letniego chłopca, zaczytanego w książkach chłopca, który ma problemy ze swoimi kolegami z klasy. Jeden z nich dręczy go nazywając świnką i przypomina mu to każdego dnia zaraz po lekcjach. Oscar nie ma więc lekko, jednak starając się walczyć z oprychami myśli potajemnie o zabiciu. W międzyczasie do bloku, w którym mieszka  chłopak wprowadza się młoda dziewczyna z dorosłym mężczyzną (można powiedzieć, że to jej ojciec, można). Następnego dnia ów mężczyzna wiesza na drzewie pośrodku lasu pewnego mężczyznę, po czym spuszcza z niego krew. Przyciąga to uwagę pewnego psa, który z kolei ściąga tym uwagę swojej właścicielki. Nie trudno skojarzyć, co za chwilę ujrzy kobieta…

Następnego dnia w prasie jest już głośno o morderstwie. W toku zdarzeń Oscar zapoznaje się z dziewczynką. Ma na imię Eli i wydaje się być… inna. Widz zadaje sobie pytanie; kim ona jest i jaki będzie miała związek z Oscarem. W dobie popularności Hollywood (czyli całej wieczności) ta historia wydaje się być zupełnie anty-amerykańska. To zimna, surowa, ale piękna wizualnie opowieść o wielu sprawach, które nakładają się na jedno – miłość niemożliwą.

Zaraz po seansie miałem wiele spostrzeżeń na temat tego, o czym traktuje ta historia. Po głowie chodziły mi pojęcia bliskości, trudności komunikacji między istotami, walka z przeciwnościami oraz to, co kieruje nami, by móc przeciwstawić się złu (w ogólnym pojęciu). I to wszystko jakby kontrastowało ze zdjęciami. Miałem wrażenie, że twórca zdjęć uwielbia geometrię, bowiem każde ujęcie wyglądało jak ustawione co do milimetra co jeszcze bardziej podkręcało surową formę wizualną filmu. Podobał mi sposób użycia czerwieni rozłożonej tu i ówdzie. Przykładowo jakiś niewielki, czerwony przedmiot w tle i czerwona kurtka. Myślę, iż twórca zdjęć opowiadał po swojemu tą historię, bowiem odczuwałem intuicyjnie jakiś ukryty kod i przyznam, że momentami moje oczy doznawały uczucia orgazmu. To niesamowite uczucie, kiedy z potencjalnie zimnej i surowej stylistyki płyną informacje, uczucia i wszystko to składa się całość. Wszystko to ze sprawą użycia światła. To jak zostało one użyte w filmie po prostu zwala z nóg – nie mogłem wyjść z podziwu jak ustawienie światła sprawiało, iż każdy kadr stał się małym wizualnym arcydziełem. Wielkie brawa dla twórców.

To nie film dla każdego widza; niektóre elementy fabuły (głównie te najważniejsze) sprawiają wrażenie miksu, który nie strawi każdy z nas. Inna sprawa – napięcie filmu nie jest tak potężne jak można było się spodziewać, ale to chyba kwestia tego, że wiele zachowań bohaterów można przewidzieć. Na obronę filmu działa fakt, iż tutaj postaciami wiodącymi są dzieci i trudno czuć się alfą i omegą odgadując co dzieciakowi chodzi po myśli.

Trzeba pochwalić Kåre Hedebranta (rola Oscara) a jeszcze bardziej Linę Leandersson za wykreowanie postaci Liny. Trzeba powiedzieć, że jej rola stworzyła jednego z najciekawszych outsiderów we współczesnym kinie. Niejednoznaczność, tajemniczość i bijący dystans do wszystkiego sprawia, że to zdolna dziewczyna kradnie reszcie ekipy każdą scenę, w której się pojawia.

Podsumowując; to kino trudne, surowe, ale cudowne w formie. Historia prowadzona powoli, aczkolwiek w inteligentny sposób sprawia, że Pozwól Mi Wejść wpisuje się w kanon dzieł wybitnych, które pozostawiają widza z masą pytań. Można powiedzieć, że Szwedzi nakręcili poważną wersję anty-Zmierzchu.

Pozwól Mi Wejść
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz