
CLIII: Delicatessen. Smaczne francuskie danie
marzec 31, 2009Delicatessen 
![]()
To film wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Jedni będą doszukiwać się symboliki, znaczeń i ukrytego dna, inni po prostu mocno się pośmieją. Prawda jest taka, że w Delicatessen można znaleźć jedno i drugie. Pyszna wizualna strona produkcji, wszechobecna groteska, czarny humor, świetne zdjęcia i montaż. Francuzi nakręcili prawdziwe dzieło sztuki, które po dziś dzień z równą siłą drwi z polityki, społeczeństwa i jego filozofii życia.

Już na początku dowiadujemy się, że to nie będzie kolorowa bajeczka dla dzieci. Tasak lata po ekranie jak ulotki po klatkach schodowych, pomarańczowa kolorystyka wprawia nas w quasi-senny nastrój a czołówka z napisami początkowymi informuje nas, że to będzie wizualna jazda.
Akcja filmu dzieje się w pewnej kamiennicy stojącej gdzieś na obrzeżach miasta niszczonego wojną totalną (wyobraźcie sobie czołówkę Blade Runnera w 5 minut po tym, jak na miasto spada bomba atomowa). Jej właścicielem jest rzeźnik (chyba na imię ma Clapet), który wiedząc jak trudno o jedzenie trzyma w ryzach wszystkich mieszkańców pod groźbą, że może zatłuc każdego, kto wyjdzie nocą na klatkę schodową. Jedną z lokatorek jest jego córka Julie – nieśmiała, gapowata i niewyżyta seksualnie dziewoja, która wygląda najpiękniej, gdy wszystkie inne laski wyjadą ze wsi. Ma w sumie dwa problemy – brak chłopa i bunt przeciw polityce prowadzonej przez jej ojca.
Pewnego dnia do kamiennicy przybywa młody Louison w związku z ogłoszeniem oferty pracy. Wydaje się normalniejszy od reszty i z miejsca przykuwa uwagę Julie. Ta zaprasza go na herbatkę i jednocześnie próbuje ostrzec przez ponurym zamiarem jej ojca, który polega na przerobieniu nowego lokatora na sztukę mięsa. Plan Julie spala na panewce, bowiem zamiast herbaty częstuje go środkiem nasennym i od tej chwili próbuje w inny, subtelny sposób ostrzec swój obiekt westchnień (a jakże!) przez czyhającym na niego tasakiem.

Już początek zwiastuje szaloną historię zatopioną w tej ponurej surrealistyczno-apokaliptycznej wizji. Od tej pory jesteśmy świadkami codzienności mieszkańców kamiennicy, z których każdy jest świetnym materiałem na pacjenta oddziału psychiatrycznego; miedzy innymi schizofreniczka pragnąca na wszelkie sposoby popełnić samobójstwo; facet żyjący w mieszkaniu przypominającym terrarium dla płazów oraz grupa Troglodytów z kanałów działających jak podziemie w czasach wojny. Nie trudno wychwycić, że to mocny, anty-polityczny akcent filmu. To właśnie ich Julie zechce wykorzystać, by uratować swojego Louisona.

O filmie można się rozpisywać na różnych płaszczyznach, jednak ta najbardziej widoczna to niebywałe studium zachowań ludzkiej natury w obliczu chwili, kiedy brakuje środków do życia i jedynym wyjściem okazuje się kanibalizm. Oczywiście lokatorzy chcą żyć w poczuciu czystości moralnej i nie mając wyjścia podporządkowują się zasadom rzeźnika Clapeta, który w zaopatruje ich w jedzenie. Czarny humor w najczystszej postaci łączy się tu z przewrotną satyrą na społeczeństwo. Jean-Pierre Jeunet stworzył małe arcydzieło zarówno od strony wizualnej jak i fabularnej. Tutaj każda scena jest analizą zachowań poszczególnych mieszkańców a niesamowita muzyka Carlosa D’Alessio odgrywana między innymi na zerdzewiałej pile (świetne dźwięki rodem ze starych horrorów!) dopełnia i tak niesamowitego już klimatu.
Delicatessen to film, który trzeba znać; wszystko tu jest dopracowane na ostatni guzik; scenariusz, muzyka, scenografia, montaż i odpowiednio przerysowana gra aktorska (świetny Jean-Claude Dreyfus w roli rzeźnika). Idealnie połączona forma z treścią, która pomimo 18 lat od daty premiery wciąż jest świeża, nieodparcie śmieszna i jednocześnie przeraża sugestywną wizją postapokaliptycznego. Prawdziwa uczta kinomana.
Delicatessen
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

