h1

CLVI: Wróg U Bram

kwiecień 5, 2009

Wróg U Bram

Czego ja się po tym filmie nie spodziewałem to historia. Słyszałem same pochwały i kiedy już sam go obejrzałem stwierdziłem, iż chyba wszyscy widzieli w nim Call Of Duty i to był jedyny punkt, na którym opierano jego wyjątkowość. I w rzeczy samej – tylko ten element Wroga U Bram jest dobry. Ba, nawet rewelacyjny. Cała reszta to już niestety hollywoodzki banał.

Zaczyna się niesamowicie obiecująco. Desant rosyjskich wojsk na ziemie Stalingradu. Połowa biegnie przeciw Niemcom z nabojami albo karabinem w ręku. Oby do przodu i w imię Stalina. Cała sekwencja wygląda po prostu cudownie. Piekło wojny zostało ukazane tak dobitnie, że ma się wrażenie obecności w tym piekle. Potem rewelacyjna sekwencja egzekucji niemieckiego oficera i kilku szeregowych w rytm wybuchów bomb. To na widzu robi wrażenie. Byłbym zapomniał, że głównym bohaterem jest rosyjski snajper Wasilij Zajcew (w tej roli bożyszcze lasek – Jude Law), który po wyżej opisanym wyczynie (w którym ratuje życie oficerowi politycznemu  Daniłowowi) zostaje bohaterem narodowym. Jego wyczyn zostaje wykorzystany propagandowo, by wzbudzić w narodzie chęć do walki. Zajcew staje się tak popularny, że zwraca uwagę dowództwa wojsk niemieckich, które postanawiają wysłać swojego genialnego snajpera majora Köeniga (Ed Harris), by rozprawił się z nim raz na zawsze. Od tego momentu głównym motywem jest pojedynek tych facetów. Należy dodać przewijający się w tle wątek miłosny między Zajcewem a Tanią, w której również zakochany jest przyjaciel Daniłow. Mamy więc małą “modę na sukces”.

Problem tego filmu leży w spadającym poziomie napięcia. Początek filmu zdaje się obiecywać coś na większą skalę, jednak im bliżej końca tym reżyser serwuje nam tanie chwyty, które ratuje tylko suspens w scenach snajperskich. Za dużo nudnych scen, za dużo słabych dialogów o moralizatorskim zacięciu i brak postaci z krwi i kości. Jude Law gra tylko ładną buźką. Do tego stopnia, że zacząłem kibicować pod koniec Köenigowi, w którego Ed Harris jako jedyny z całej ekipy wcielił się w rolę porządnie. Dobrze wypada Bob Hoskins jako Chruszczow i całkiem przyzwoicie Rachel Weisz jako Tania. Jednak jej postać psuje ten film i sprowadza do wątpliwej jakości wątku trójkąta miłosnego. Pomimo tego, iż historia zastała oparta na faktach to wierzyć się nie chce jak trąci banałem. Zresztą, końcówka to przykład potraktowania ciekawej postaci jak przysłowiową szmatę.

Wróg U Bram to świetne sceny batalistyczne, niepotrzebny wątek miłosny, masa banalnych dialogów i papierowe postaci. Nie potrafię zrozumieć zachwytu nad tą produkcją, bowiem najzwyczajniej w świecie zawiodła mnie schematycznością. Mniej więcej od połowy film zacząłem tracić zainteresowanie zarówno fabułą jak i bohaterami, choć trzeba przyznać, że scena seksu pomiędzy śpiącymi żołnierzami robi wrażenie ;P. Poza tym Rachel Weisz to ładna kobitka, ale nie ratuje tego filmu. Jednym słowem – zbyt wiele oczekiwałem i skończyło się na banale ku pokrzepieniu serc sowieckich dusz. Realizm? Dajcie spokój. Zobaczcie Stalingrad. To jest film o wojnie, w którym nawet Jude Law musiałby się przemalować na brzydala i jedyne, co by go grzało to nie kobieta a para z ust.

Wróg U Bram
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz