
CLXI: Surveillance. Córka Lyncha daje czadu
kwiecień 7, 2009Surveillance 
![]()
Córka Lyncha odziedziczyła po ojcu chęć do opowiadania psychicznych historyjek. Po Surveillance mam problem z jednoznaczną oceną, pomimo świetnie podanego napięcia, aktorstwa i scenariusza. W zależności od skupienia wszystkiego można się domyślić bardzo szybko, jednak pomimo tej ułomności film trzyma za przysłowiowe jaja do końca.

Zaczyna się przebitkami morderstwa na trzech osobach. Chwilę później widzimy dwójkę agentów FBI jadących na komisariat, by przesłuchać świadków. Są nimi postrzelony na miejscu zbrodni policjant, naćpana kobieta i 8-letnia dziewczynka Stephanie. I tutaj daje się odczuć, jak Jennifer Lynch zaczyna bawić się z widzem. Nawet jeśli już się domyślasz who is the bad guy historia nadal trzyma w napięciu. Zeznania policjanta i kobiety w zestawieniu z przewijającymi się flashbackami (z prawdziwą koleją zdarzeń) zupełnie nie składają się do kupy (Rashomon Kurosawy się kłania), ale zabawniejsze jest to, że w każdym z nich świadkowie pomijają ten sam element.

Głównym atutem filmu jest intensywny, mroczny klimat. Zdjęcia w nieco dokumentalnej, przekontrastowanej kolorystyce w zestawieniu z ponurymi lokacjami dodają filmowi brzytwy. Co do postaci – najlepszą rolą może pochwalić się Billa Pulman w roli agenta FBI Sama Hallaway. Nie tylko najlepiej wypadł, ale też z jego ust wychodzą najlepsze teksty. Druga najlepsza rola moim zdaniem to postać naćpanej laski Bobbi Prescott w wykonaniu Pell James. Kawał z niej cholery, ale nie sposób nie lubić ;D. Świetne też wywiązała się ze swojej Ryan Sompkins. Tą młodziutką aktorkę mogliście zobaczyć w świetnej Drodze Do Szczęścia Sama Mendesa. Osobiście uważam, że dzieciaki są świetnymi aktorami i Sompkins to potwierdza.

Prawda wychodząca z Surveillance jest taka jak jego historia – ponura i nieprzyjemna. Sądząc po opiniach krążących w necie widać, że widzowie nie zauważyli wielu świetnych aspektów, którymi Surveillance odróżnia się od reszty thrillerów produkowanych dla niewyżytych nastolatków. Jennifer Lynch nie przebiera w stosowaniu środków; umiejętnie rozkręca historię i im bliżej końca, tym wszystko nabiera innego wymiaru. Najlepiej ocenić całość pod kątem finału i właściwie ostatniej sceny, bowiem w niej kryje się to całe zło.
Podsumowując; Surveillance to na pewno film dla tych, którzy mają już dosyć thrillerów z kategorii dla nastolatków. To kawał dobrego, mocnego kina trzymającego w napięciu, nawet jeśli już na początku wszystkiego się domyślimy. Można się przyczepić, że reżyserka stosuje schemat “spójrz w lewo i przywalę ci w prawo”, czyli tanie nabieranie widza. Jednak po chwili namysłu cała ta historia zdaje się mieć taki właśnie wydźwięk i jednocześnie zamysł Lynch – trafny. Po seansie przypomniała mi się pamiętna kwestia Quin Gona z Mrocznego Widma “Zawsze znajdzie się większa ryba“. Jedno jest pewne; córka odziedziczyła talent po tatusiu, bo to film, który możecie uznać albo za wybitny albo… wręcz odwrotnie. Nie każdy lubi ten rodzaj kina i dlatego moja opinia leży gdzieś pomiędzy tymi określeniami, choć jest na pewno bliżej słowa “wybitny”.
Surveillance
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

