
CLXII: Szósty Zmysł Shyamalana
kwiecień 9, 2009Szósty Zmysł 
![]()
Mówcie sobie, co chcecie, ale według mnie to jeden z najbardziej przecenianych filmów, jakie dane mi było obejrzeć. Wielki mega-twist jest prawdę rzekłszy możliwy do odkrycia już w pierwszych minutach. Pozwolę sobie na spostrzeżenia, które mnie do tego doprowadziły, jednakże z góry zaznaczę, iż Szósty Zmysł o wiele lepszym filmem psychologicznym niż straszącym. Spostrzegawczych może nawet nieco przynudzać ;P. Ale zacznijmy od początku.

Dr. Malcolm Crowe (Bruce Willis) ma opinię bardzo dobrego psychiatry, zdobywa kolejne dyplomy i żyje u boku swojej pięknej żony. Pewnego wieczora do jego mieszkania wpada przerażony chłopiec mówiąc, że jest byłym pacjentem Crowe’a. Skarży się, iż jego pomoc na nic się nie zdała, bowiem nadal ciężko przeżywa rozwód rodziców. Chwilę później chłopak strzela do doktora i popełnia samobójstwo. Raniony Crowe wraca po jakimś czasie do zdrowia i postanawia zająć się sprawą (słowo “przypadek” nie jest na miejscu – mądrość wzięta ze studiów ;P) Cole’a Seara (w tej roli świetny Haley Joel Osment!). Cole jest jak na swój wiek bardzo inteligentnym i spostrzegawczym chłopcem, jednak rozwód jego rodziców i etykietka “czubka” skutecznie drążą mu psychikę. Chłopak bardzo opornie wykazuje chęć rozmowy z doktorem, jednak postanawia mu w końcu wyjawić swój wielki sekret. Mianowicie, Cole widzi… umarłych.

M. Night Shyamalan ma nawet idealne nazwisko do twórcy horrorów, choć jego straszenie na mnie nie działa to jednak scenariusze, które pisze mają w sobie coś niepokojącego, nawet jeśli są jedną wielką bzdurą. Shyamalana trudno nie nazwać reżyserem ambitnym. Szósty Zmysł dowodzi temu, że potrafi bardzo ładnie łączyć ze sobą psychologię i horror, chociaż to drugie stosuje wyłącznie jako maskę i sposób, w jaki jej używa sprawia, że potrafi przed moimi oczami odkryć bardzo szybko wszystkie karty. Dlatego też nie należę do grona osób, które finał zwalił z nóg. Nie wiem, “czyja” to zasługa, ale oglądając uważnie film od początku można zauważyć, że “coś tu nie tak” i to nie w sensie, że straszy, czy coś w ten deseń. Filmy Shyamalana są ogólnie pokręcone i to oczywiście zasługa jego punktu widzenia, bowiem ten gość kręci wszystko tak, by stosować jak największe napięcie przy maksymalnie najmniejszym zdradzaniu wszelkich tajemnic. Do tej pory widziałem jeszcze tylko Zdarzenie, ale w Szóstym Zmyśle (zabawnie zabrzmiało ;P) wszystko podane jest niemal na tacy i stąd duża wartość tego filmu (!), bo widzowie i tak nie widzą tych szczegółów xD. SPOILER-> Doprawdy, czy tak trudno zauważyć, że Crowe rozmawia z Cole’em wyłącznie na osobności? Poza tym, wszelkie zachowania postaci czy dialogi, które padały w ich obecności ze strony osob trzecich brzmiały dość nieadekwatnie do sytuacji. Przykładowo scena pierwszego spotkania; matka Cole’a powiedziała “Macie godzinę” (w kontekście “na rozmowę”). Chociaż kluczowa kwestia Cole’a “Widzę umarłych” powinna oświecić widza to jednak nie oświeca xP. <-SPOILER.

Shyamalan, przyznam, nakręcił to dobrze, aczkolwiek nic mnie nie przestraszyło i kiedy już odkryłem wielką tajemnicę na długo przed czasem analizowałem sobie wszelkie tricki, jakimi reżyser zasłaniał prawdę o Crowe’u. Chyba najbardziej ściemniającym motywem było pokazywanie całej reszty umarłych jako zakrwawionych, poodbijanych, czy sinych. Z drugiej strony można zadać sobie pytanie; jakie są duchy w opinii Shyamalana? Są ludzkie. I to w tym filmie chodzi. Z drugiej strony historia udowadnia smutną prawdę, że nikt tak nie zrozumie odmieńca jak… inny odmieniec.
Szósty Zmysł spodobał mi się jako dramat osoby, która chcąc pomóc innej sama tak naprawdę miała problem. Shyamalan powinien pisać dramaty psychologiczne, bowiem każdy kolejny jego film coraz mniej straszy a jeśli już to odstrasza bzdurami. Ostatecznie Szósty Zmysł nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jakiego się spodziewałem, choć było nie było, warty poświęconego czasu. Nie nazwę go arcydziełem, bo jednak posiada kilka błędów logicznych i przecież – nie każdy wierzy w duchy. Poza tym można trochę poziewać i czepić się momentów, kiedy muzyka robi wielkie “bum”, by przestraszyć widza ;]. Jednak wielki plus należy się za uniwersalizm. Można powiedzieć, że to bardzo rzadki przykład miksu kina wrażeń, psychologii i… sukcesu komercyjnego ;P.
Szósty Zmysł
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

