
CLXV: Przypadek Harolda Cricka
kwiecień 23, 2009Przypadek Harolda Cricka 
![]()
Ambitne komedie amerykańskie z kaufmańskimi bohaterami w tle to naprawdę rzadkość. Jeszcze większa przyjemność z nich bierze się, kiedy nie wiemy jaki film wzięliśmy na tapetę. Przypadek Harolda Cricka był dla mnie zaskoczeniem niebywale pozytywnym. Sam pomysł wyjściowy wręcz wydał się genialny. Czasami jednak człowiek może mieć to pojęcie, że obejrzał coś wartościowego.

Zaczyna się dość tradycyjnie; z pomocą narratora za offu poznajemy głównego bohatera – Harolda Cricka. Facet spędza czas w biurze siedząc w papierach podatkowych. Jego życie jest ułożone jak w zegarku; przelicza każdy krok na ulicy, kontroluje szczotkowanie zębów i o dokładnie wyznaczonej porze idzie spać. Mieszkanie oczywiście pełne białych ścian. Można by powiedzieć, że Harold żyje z w sterylnej rzeczywistości przypominającej współczesne budynki wielkich firm. Jego egzystencja jest jak idealnie wysprzątany pokój – przykład dobrego zachowania pełen… duchowej pustki.
Oczywiście. Harold jest samotnikiem. Bo jak tu znaleźć kobietę, kiedy ma się ustaloną porę powrotu do domu? Harold ma jednak inny problem. Całkiem dziwny. Otóż Harold słyszy głos, który jest… narratorem jego życia. Z początku wydaje mu się to oznaką choroby psychicznej (co potwierdza jego psychiatra), jednak Harold postanawia poszukać pomocy u znawcy literatury. Trafia na profesora Julesa Hilberta granego przez genialnego Dustina Hoffmana. Wyobraźcie sobie jak może wyglądać rozmowa profesora z kimś, kto uważa, że ma narratora we własnej głowie? To przechodzi na poziom ciekawej psychologicznej konwersacji, która sama w sobie jest zabawna, aczkolwiek Haroldowi i tak nie jest do śmiechu. Hilbert stwierdza, iż Harold musi się dowiedzieć, jakiego gatunku jest jego życie. W międzyczasie poznaje on Anę Pasca – młodą i piękną (a jakże! x) kobietę, która ma problem z zaległymi podatkami. Między nią a Haroldem tworzy się interesująca relacja i być może to zmieni Harolda i dowie się, dlaczego prześladuje go głos narratora.

Fabuła brzmi jak brzmi, ale im bliżej końca tym to wszystko realnie wciąga i trudno się nie ekscytować jak taka historia się zakończy, bowiem pomysłów na jej finał w głowie roi się mnóstwo. Przypadek Harolda Cricka oscyluje pomiędzy inteligentną komedią a małym psychologicznym dramatem osoby, która próbuje coś zrobić ze swoim życiem, choć potrzebuje swoistego kopa w tyłek, by tego dokonać. Reżyserowi udała się sztuka żonglowania gatunkami i ogólnie film jest przyjemny w oglądaniu, między Haroldem a Aną nawiązuje się prawdziwa chemia i w rezultacie historia naprawdę emocjonuje.
Gdyby się zastanowić nad sensem historii myślę, że lepiej ją analizować wyłączając jej końcówkę. Weźmy pod uwagę, że to komedia amerykańska, więc happy end jest nieunikniony. Historia Harolda to pochwała życia; jedna wielka przenośnia, w której pewne jest tylko to, że któregoś dnia umrzemy i skończy się nasz żywot. Ale to przede wszystkim opowieść i dążeniu za marzenia bez względu na to, co myślą o nich inni. Zaraz po obejrzeniu filmu sądziłem, że napiszę pracę doktorską na temat przemyśleń a propos pomysłu wyjściowego na fabułę, bo po prostu uważam go za świetny, jednak finał jak to finał wydał mi się po prostu zbyt słodki – i co tu dużo mówić – przewidywalny.

Aktorsko film stoi bardzo dobrze – rewelacyjna Emma Thomson w roli zdziwaczałej, acz genialnej pisarki. Świetny, Dustin Hoffman, który chyba dostał najlepsze dialogi - “Czy posiadasz magiczne moce?” wymawiane przez niego w całkowicie poważnym tonie zwala z nóg xD. Ten aktor jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Maggie Gyllenhall wyjątkowo znośna – o ile w Mrocznym Rycerzu wypadła średnio o tyle tutaj jej postać jest sympatyczna. Z kolei Will Ferrell – cóż, to chyba pierwszy jego film, jaki widziałem, więc trudno się wypowiedzieć. Ogólnie jednak podobał mi się. Twarzowo pasuje do swojej postaci i tyle w temacie xP.
Podsumowując; to komedia fantasy, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale jest warta obejrzenia ze względu na świetny morał (choć finał jest be). Z takimi historiami jest głównie jeden problem – trudno ją zakończyć tak dobrze, jak się zaczęła. Cóż, ta historia z wyższej półki, którą jednak filozofowie nie nakręcili, więc końcówka jest jaka jest. Polecam widzom szukającym w kinie ambitnych historii z bohaterami rodem z filmów Kaufmana, czyli nieco zryte i ze śmiechem przez łzy.
PS. Od początku przeczuwałem, że ta recka nie będzie wyższych lotów, więc jak widać, czasami można być pewnym czegoś więcej niż własnej śmierci x].
Przypadek Harolda Cricka
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

