h1

CLXVI: Dragonball Ewolucja

kwiecień 29, 2009

Dragonball Ewolucja

Chyba wszyscy od początku przewidywaki, że wyjdzie z tego jedna wielka kupa. Nie stało się inaczej. Traktowanie Dragonball Ewolucja jako adaptacji czy też nie jest w sumie jedną chwałą – otrzymaliśmy oklepany do bólu głupi film dla półmózgów z dawką efektów rodem z Movie Makera. Tej produkcji nic nie ratuje.

To jest smocza kula. W gaciach mam jeszcze dwie kulki. Chcesz zobaczyć?

Każdego fana Smoczych Kul interesuje przede wszystkim podobieństwo fabularne do mangi (tudzież anime). Otóż, mamy (niemal) identyczny tytuł, imiona bohaterów i… na tym koniec. powiązań.  Scenarzyści wzięli na tapetę Sagę Piccolo i przerobili ją własną modłę robiąc z niej początek całej przygody. Żal dupę ściska kiedy słucha się, że jakaś grupa mnichów (a nie Żółwi Pustelnik  i Żurawi Pustelnik) zaklęła niegdyś Piccolo w czarze (zamiast samowarze). Goku zamienia się w Oozaru (Piccolo wiedział o tym! W mandze był bardziej niż zaskoczony!) przy… zaćmieniu Księżyca a nie jego pełni. Zamiast 16m wzrostu wygląda jak przerośnięty 3-metrowy zapaśnik. Sam Żółwi Pustelnik to na wpół idiota. Żal patrzeć jak Yun-Fat Chou robi z siebie klauna. Z całej obsady najlepiej wyszedł Goku grany przez Justina Chatwina. Jego postać jest całkiem sympatyczna, jednak im bliżej końca tym dosłownie wszystko, bez wyjątków, schodzi na psy. Całe szczęście, że chociaż Bulma (Emmy Rossum) była całkiem hot i gdyby nie ona… nie wytrwałbym do końca :P . Z kolei Piccolo to już chodząca katastrofa i jeden z najgorszych villanów w historii kina – megadrętwe zielone paskudztwo, które przypomina żałosną parodię samego siebie. Mało go na ekranie i dziękować za to bogom.

Muszę znaleźć sobie dziewczynę, bo mi paluchy się przegrzewają!

Fabuła została rozpisana idealnie pod gusta amerykańskiej tępej widowni – nastoletni Goku chce być normalny i mieć dziewczynę. Niestety, Piccolo niszczy mu chatę, zabija dziadka i grozi, że ho ho… Goku dowiaduje się od dziadka, że musi odnaleźć Żółwiego Pustelnika (oczywiście imię mu dano zgodnie z  angielską wersją anime, czyli Master Roshi). Odnajduje go na wyspie, ale jeśli to, na co trafili nazywają wyspą to ja podziękowałem.  Otóż chata Pustelnika wygląda jak fragment budynku wyciętego z jakiejś kamienicy… Dowiadujemy się ponadto, że kule trzeba zebrać przez zaćmieniem Słońca, inaczej ZUY jak piekło Piccolo zniszczy świat i będzie źle, oj żle. W międzyczasie Goku uczy się Kamehamehy – żal! – ruchy jakie wykonuje przy tym ataku przypomina choreografię Macareny. Szkoda słów na resztę żałosnych rozwiązań.

Tak! To ja, Piccollo! Czułki zostawiłem na Namek!

Dragonball Ewolucja to jedna z największych (jeśli nie największa) porażek roku. Żałosny scenariusz, tandetne efekty specjalne i drewniane aktorstwo – Piccolo w wykonaniu Roberta Marstersona przebiło wszystkie role Zakościelnego. Do plusów zaliczę dwie rzeczy – Bulmę xD. Ona jest po prostu sexi. Emmy Rossum fajnie sie z oczu patrzy, choć jest plastikowa do bólu. Drugi (i ostatni) plus to Justin Chatwin – jest sympatyczny w roli Goku i to jedyna cecha, jaka łączy go z mangową wersją tej postaci.

Należy dla zdrowia psychicznego omijać tą produkcję szerokim łukiem. Infantylnie głupia, plastikowa zupełnie nie mająca się do oryginału fabuła. Oryginalne Smocze Kule to świetna historia o przyjaźni, walce, gdzie nawet wróg może stać się przyjacielem. Amerykańska wersja to tandetny śmieć, który nie powinien był powstać, bowiem świat wymyślony przez Akirę Toriyamę to uniwersum niemożliwe do przeniesienia na film aktorski. NIE polecam. Z tego czegoś nawet na mocno zakrapianej imprezie nikt nie będzie się śmiał. (2/10)

Dragonball Ewolucja
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz