
CLXVII: Zaczarowana
maj 12, 2009Zaczarowana 
![]()
Sięgając po Zaczarowaną obawiałem się poziomu humoru pokroju Hannah Montany, bowiem Disney stracił w moich oczach tym wybrykiem pop kultury i dość skutecznie odepchnął od produkcji sygnowanych swoim znakiem. Zaczarowana to film, który obejrzałem przyciągnięty pozytywnymi opiniami i recenzjami krytyków, skupionych nie tyle na fabule co wyśmienitej Amy Adams w roli Giselle.

Wszystko zaczyna się w formie tradycyjnej, rysowanej odręcznie animacji Disneya rodem z Pięknej I Bestii. Zostaje nam przedstawiona rozmarzona blond włosa dziewczyna Giselle (Amy Adams), gromadka jej przyjaciół zwierząt oraz wyczesany książe z bajki – Edward (James Marsden) ze swoim towarzyszem Nathanielem (Timonthy Spall). Nie może zabraknąć oczywiście złej królowej, czyli Narissy (Susan Sarandon) knującej zmyślne intrygi jak tu utrzymać się na tronie. To w jaki sposób wpadają na siebie Giselle i Edward i przysięgają sobie miłość do grobowej deski to już stricte bajkowy mariaż konwencją i z miejsca przypomina się człowiekowi urok dzieciństwa, kiedy to wszystko wydawało się takie proste. Siłą Zaczarowanej jest bowiem ta zaleta, iż podobne sceny bawią zarówno dzieci jak i starszych.

Inteligentny i wyważony dowcip idealnie idzie w parze w fabułą, której cały komizm polega na starciu (wręcz dosłownie) świata bajki i naszej prawdziwej rzeczywistości. Giselle zaczarowana przez królową Narissę (matkę Edwarda) trafia na Nowego Jorku i od tej pory jej świat wywraca się nieco do góry nogami, choć nie traci głowy ani tym bardziej uroki i całej swojej aparycji. Trafiając na rozwodzącego się właśnie Roberta (Patrick Dempsey) i jego córkę wbrew pozorom nie stara się zasymilować z nowym światem. Wciąż pozostaje dziewczyną z bajki wierzącą w miłość, sprawiedliwość i wszelkie możliwe cnoty, jakie tylko zna Czarodziejka Z Księżyca (dopiero po latach dociera do mnie ten tytuł debilnie brzmi po polsku). Oczywiście Giselle największe wrażenie (póki co) robi na córce Roberta. Trochę miesza w jego życiu osobistym i w sumie diabli wiedzą jakby to się wszystko skończyło, gdyby nie fakt, że na ratunek Giselli wyrusza Edward…

Disney odwalił kawał porządnej roboty – mamy do czynienia nie tylko z powiewem świeżości, ale i udanym mariażem dwóch różnych światów (mam tu na myśli ich ideologię a nie fizyczność ). Wciągający scenariusz, sielankowo, acz inteligentnie pomyślana historia, świetne postaci (które obdarowano dobrymi dialogami ociekającymi trafionym humorem) dowodzą, że Disney wciąż potrafi świetnie bawić bez względu na wiek. Jeśli chodzi o muzyczną część świata pozostawię ja bez opinii, bowiem nie trawię śpiewania w filmach, chociaż wiem, że w przypadku Disneya to standard. Na szczególną pochwałę zasługuje Amy Adams. Jej rola to prawdziwa perełka – to sztuka zagrać tak przyjemną, bajkową postać i pozostać wiarygodną od początku do końca. Oscara za tą rolę bym nie dał, bo było nie było – psychologia postaci prosta jak budowa cepa. Wyróżnienie tłustą literą się należy, bo świetnych kreacji w kinie familijnym ze świecą szukać.
Scenariusz, humor, dialogi oraz rola Amy Adams to wystarczające powody, by poświęcić tej produkcji swój czas i pozwolić się oddać familijnemu klimatowi na 90 minut. Polecam.
Zaczarowana
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

