
CLXIX: Żenada Żamojdy – Skorumpowani
maj 19, 2009Skorumpowani 
![]()
Przy tym wybryku polskiego kina filmy z Seagalem to arcydzieła kina akcji. Jak sięgam pamięcią nigdy chyba dotąd 120 minut nie trwało cały wieczór. Można by napisać pracę doktorską o wadach Skorumpowanych, ale szkoda na to czasu i energii. Żamojda po raz kolejny udowadnia, że mizerny z niego reżyser a nasze rodzime kino leży i kwiczy. Po wymęczonym seansie na usta ciśnie się tylko jedno: Żaaal…

Gdyby nie opis fabuły dystrybutora nie wiedziałbym kto, kogo i za co. Żamojda prowadzi fabułę w możliwie najmniej składny i najbardziej chaotyczny sposób. Historia ma się mniej więcej tak; na zlecenie pewnego polityka Apostoła mafioso Cygaro podmienia narkotyki, które mają odebrać dwaj rosyjscy handlarze. Jednak w międzyczasie ludzie zabijają syna wpływowego biznesmena i mecenasa sportu i ten postanawia wynająć dwóch mistrzów karate, by znaleźć morderców. Do tego dochodzi siostra zamordowanego, która wnika w przestępczy półświatek, by wymierzyć sprawiedliwość na własny sposób. Pomaga jej w tym pewien glina.

To w jaki sposób schrzaniono ten film przechodzi ludzkie pojęcie. Niemal każda minuta filmu ciągnie się w nieskończoność a każda kolejna scena jest niezamierzoną parodią samej siebie. Śmiejecie się z filmów kopanych a’la Chuck Norris czy Steven Seagal, ale to, co wyrabia się w tym filmie to żenada kosmicznych rozmiarów. Wady można wyliczać do znudzenia; niesamowicie drewniane aktorstwo – Artur Łodyga to jakaś pomyłka – facet gra glinę, który mówi, jakby ktoś go dubbingował. To kompletna ofiara losu i naiwniak. Najgorszy filmowy glina, jakiego widziałem. Kolejna masakra to dialogi; niemal każda scena wymiany zdań to jakieś półsłówka, potakiwanie głową i pół-uśmieszki a wszystko, co po angielsku zdaje się być mówione bez chleba – ledwo słychać a w przypadku wymowy polskiej obsady – lepiej mówi Twoja nauczycielka od angielskiego.

Ale i tak najbardziej na łopatki rozkłada logika fabuły i wydźwięk niemal każdej sceny. To, co wyrabiają postaci i jakie są tego konwekwencje – zupełnie nie trzyma się kupy. Scena, w której gangsterzy tłuką się z nauczycielami karate – ludzie, dawno się tak nie pośmiałem. Tak samo potajemna “ingwilacja” mafiozów przez młodą Burzyńską – to w jaki sposób odwaliła numer z nagraniem zabójstwa swojego brata prosi się o pytanie “Gdzie ona była jak rozum rozdawali?”.
Twórcy przechwalali się świetnymi scenami karate i dwoma zagranicznymi aktorami. Z jednego i drugiego można mieć niezłą bekę. Wszystkie walki zmontowano tak, że widzimy tylko pół uderzenia i ofiara leży na ziemi. Pro pełną gębą… Zagraniczna obsada (Olivier Gruner, Max Ryan) z kolei to takie kozaczenie, bo mówią po angielsku z niemieckim akcentem, chociaż grają Rosjan…

Wszystko w tej produkcji to dno najniższego rzędu. Poczynając od beznadziejnej reżyserii, która i tak już utrudnia odbiór żałosnej fabuły po chybione dialogi wsparte drewnianym do potęgi aktorstwem. Widziałem w życiu wiele ciężkostrawnych filmów, jednak Skorumpowani biją konkurencję na ryj i dobitnie dają do zrozumienia, że bardziej filmu już spieprzyć się nie da. Omijajcie tą pomyłkę na kilometr. Szkoda tylko Englerta, który jako jedyny zagrał przyzwoicie, choć dziw bierze, co robi w takim chłamie.
Na koniec najlepsze - w ciągu całego filmu coraz słyszymy nachalną reklamę pewnego polskiego radia. Najgorsze jest to, że ów reklamy są wrzucone do filmu wręcz na chama i nie mają żadnego wytłumaczenia fabularnego. Wpierw jest to zupełnie zbędna scena przelotu helikoptera, z którego słychać spot reklamowy (jakby piloci akurat słuchali radia) a drugi to scena w jakimś pustym pomieszczeniu, gdzie spot słychać zza którejś ściany. Najgorszy i najbardziej nachalny product placement jaki widziałem/słyszałem w filmie (nie licząc reklamy HBO w E=Mc2 ;P). Żenada, panowie szlachta. ŻENADA.
Skorumpowani
FilmWeb | IMDb | FilmPolski.pl

