h1

CLXX: Amatorski napad amatorski. Juma

maj 22, 2009

Juma

O tym, że kino w znaczeniu ogólnym coraz bardziej cierpi na brak świeżych pomysłów jest oczywiste jak kolejna poprawka do konstytucji. Podczas gdy produkcje komercyjne zżerają własne ogony a tytuły różnią się już tylko cyferkami twórcy filmów niezależnych pokazują, że dobie naszych beznadziejnych czasów można się śmiać, z tego, co już jest wyeksplatowane do maksimum. Juma już z mety reklamuje się jako “najgłupszy film w historii”, jednak jej siłą jest to, że twórcy robią to świadomie a wszelkie wygłupy potrafią rozbawić widza równie abstrakcyjnym humorem jak sami bohaterowie tej prostej, skomplikowanej historii.

Cieniu, Jerzyk, Dresiu i Karolek to grupka ludzi, którym najwyraźniej się nudzi, bowiem postanowili wspólnie zaplanować napad stulecia. Każdy z nich jest charakterystyczny sam dla siebie; Ceniu – zakompleksiony intelektualista (niczym Woody Allen), Jerzyk – nerwicowiec, Dresiu – dres, z ukrytymi pokładami ambicji oraz Karolek – nieco opóźniony typ. Całość zaczyna się od, o zgrozo, nieco przegadanej sceny, w której to Cieniu i Jerzyk kontemplują (z naciskiem na tego pierwszego) na temat spożywczaka z naprzeciwka. Ich rozmowa to takie żonglowanie słowami, w której jeden nie potrafi zrozumieć drugiego. Dodatkowo na drodze zrozumienia stoi jakość dźwięku – nie wiem, czy akurat wtedy powiał wiatr czy aktorzy zaczęli mówić szeptem. W każdym bądź razie punktem zwrotnym akcji staje się rozrysowanie planu idealnego oraz zebranie gawiedzi, w celu zmaterializowania wytyczonych (jakże ambitnych) celów.

Niesamowitą zaletą Jumy jest to, że twórcy nie zabili dobrego pomysłu i stworzyli głupi film, w którym głupota jest zamierzona i prowadzi fabułę do przodu. Każda z postaci mówi swoim językiem, niemal każda sekwencja kipi od kretynizmu, masy debilnych dialogów, ale ostatecznie to wszystko trzyma się kupy i widz nie gubi się w tym, co widzi na ekranie – jak na polską produkcję – tylko bić brawa. Inna rzecz; w czasie seansu można zapomnieć, że to kino niezależne. Technicznie film jest dobry, chociaż momentami dźwięk może przeszkadzać w odbiorze, jednak pomimo to produkcja warta swojego czasu. Czułem się zupełnie zaskoczony tym, że bez kitu mocno uśmiałem się kilka dobrych razy. To, co chwila wyrabia się na ekranie (mimo mniejszych niedociągnięć) przypomina dobre komedie dla wszystkich, którzy znajdują się w zwariowanym poczuciu humoru.

Siłą Jumy są dwa elementy – scenariusz i aktorstwo. Wyłączenie jednego z nich przyprawiłoby film o biedę. Na szczęście to produkcja jako jedna z niewielu może się pochwalić naprawdę dobrym wykonaniem i udowadnia, że w naszym kraju nadal można z gówna bat ukręcić.

Wady? Owszem. Oprócz wspomnianego dźwięku można się czepić do chwilami przeciągniętych scen. Kiedy już siła komizmu danej sceny zdaje się być wyczerpana twórcy ciągnie się dalej i wtedy intuicja podpowiada nam “Dosyć!“. Przyczyn można się doszukiwać; albo chwilowy brak wyczucia reżysera, charakter postaci (tutaj Cieniu) albo po prostu chęć dociągnięcia do dłuższego metrażu ;P.

Podsumowując; polecam, aczkolwiek tym, którzy lubią niekonwencjonalnie poczucie humoru i zabawę kinem. Chwilami świetna kpina, kilka niezłych dialogów (ukłon dla Woody’ego Allena oraz  zapewne Tarantino) i niezła gra aktorska (szczególnie Marcina Stankiewicza oraz Michała Płóciennika). Film definitywnie głupi, jednak ani żenujący ani nie irytujący. Dla amatorów kina niezależnego pozycja wręcz obowiązkowa.

Juma
FilmWeb | IMDb

Dodaj komentarz