h1

CLXXII: American Pie + Star Wars = Fanboys

maj 23, 2009

Fanboys

Na premierę tego filmu czekało się tak długo jak gracze na Duke Nukem Forever. A wiadomo, że czas oczekiwania na premierę jest adekwatny do rosnących oczekiwań wobec fanów gwiezdnej sagi. Wielkim fanem Star Wars nie jestem, dlatego film obejrzałem z czystej ciekawości. Nie ukrywam, że film zupełnie jak Mroczne Widmo – nie powalił mnie na kolana…

Fabułę zna chyba każdy zainteresowany tematem – grupka geeków a wśród nich chłopak umierający na raka mają jeden cel w życiu – obejrzeć najbardziej oczekiwany film wszech czasów – Gwiezdne Wojny Mroczne Widmo i to na ranczu samego George’a Lucasa. Oczywiście plan brzmi jak szalony pomysł niewyżytych nastolatków.. i tak w gruncie rzeczy jest. Podczas seansu już pierwsze minuty zasygnalizowały co to będzie za film. Skojarzenia z American Pie to jedyne, co przychodzi mi na myśl, z tą różnicą, iż zamiast wyrywania lasek mamy konkurs wiedzy o Gwieznych Wojnach albo przebieranie się za bohaterów sagi. I właściwie byłbym obojętny wobec tego całego cyrku, gdyby nie fakt, że na miejscu fanów poczułbym się obrażony, bowiem Fanboys pomimo tego, iż są komedią, pokazują geeków jako bandę debili wyśmiewających się z fanów Star Treka i na odwrót. Gdyby wymieniać zalety filmu pozostaną tylko dwie – Kristen Bell w roli Zoe (Veronica Mars, Heroes) oraz momentami niezłe gagi. Poza tym to średni film, z oklepanymi schematami typowymi dla komedii amerykańskich.

A szkoda, bowiem oczekiwałem czegoś zupełnie innego. Właściwie najlepsza sceną pozostaje ta o największym ładunku emocjonalnym, kiedy to chory na raka chłopak ogląda Mroczne Widmo na ranczu Lucasa. Scena, choć krótka, trzyma za serce i jako jedyna kojarzy się pozytywnie dla kogoś będącego prawdziwym fanem GW. Myślę, że twórcom ostatecznie zależało na zbiciu kasy a miłość do gwiezdnej sagi posłużyła tylko po to, by pokazać, że prawdziwy fan Luke’a i spółki to śmierdzący prawiczek bez jednego jądra, drwiący ile wlezie z treków i ignorujący resztę świata palant mieszkający w garażu i mający furgonetkę imitującą od wewnątrz Sokoła Millenium.

Staram się znaleźć jakiś sens, dla którego powstał ten film. Jego odbiór to taka swoista ambiwalecja – z jednej strony hołd fanom Gwiezdnych Wojen z a drugiej kpina z bycia takowym fanem (po co?). Nie znoszę komedii dla nastolatków, bo są przesiąknięte debilnym poczuciem humoru, który zawsze śmieje się z tego samego i zawsze kończy się happy endem, typu największa ofiara losu zdobywa najgorętszą laskę. I teraz przypomniał mi się trzeci plus filmu; twórcy najwyraźniej wzięli pod uwagę faktyczną wartość merytoryczną Mrocznego Widma i skwitowali obawy samych fanów w filmie tekstem “A co jeśli ten film jest do dupy?“. I za to dodałem trzecią gwiazdkę, bowiem nie ma to jak szczerość, szczególnie wtedy, kiedy mowa o tym, co się najbardziej w życiu ceni. I tym optymistycznym akcentem przechodzę do podsumowania wrażeń.

Nie polecam. Fani Gwiezdnych Wojen i tak sami zdecydują czy chcą widzieć, jak ich kumple zza oceanu robią z siebie debili. Reszta widowni może ominąć to wątpliwej jakości filmidło szerokim łukiem, bowiem ich niechęć do gwiezdnej sagi może się tylko powiększyć i na złość pójdą na Star Treka. Fanboys najwyraźniej cierpi na syndrom Mrocznego Widma – długo oczekiwany przez fanów ostatecznie okazuje się do dupy. Z miłości do filmu infantylnego powstał film głupi. Fanom już dziękujemy.

Fanboys
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

10 komentarzy

  1. Nie znasz się:P To jest bardzo głębokie kino z uniwersalnym przesłaniem osadzonym w motywie drogi:D

    11/10 za same stroje szturmowców:P


  2. Wklepałeś o jedną jedynkę za dużo :P . Poczekaj, aż dam recke MroOscHnEgO FiTmAA :P


  3. Ta 11 jest celowa.

    Zostaw “Mroczne Widmo”. Te filmy trzeba rozumieć i lubić. Trzeba po prostu być Fanbojem.


  4. Nie zostawie:P. Mroczne Widmo to idelany przykład filmu, gdzie wszystko miało być cacy a w sumie nie jest:P. I wszystko przez “talent” Lucasa to pisania scenariuszy bez napięcia i kiepskich dialogów:P.


  5. Ok, zgoda. Ale sam napisałeś:

    “Fani Gwiezdnych Wojen i tak sami zdecydują[...]”

    To odnosi się nie tylko do fanów SW, ale ogólnie miłośników tego typu filmów, dla których te wszystkie elementy nie mają znaczenia, gdyż liczy się sama opowieść.

    Nie każdy film musi być filozoficznym traktatem o życiu. Znakomita większość ludzi potrzebuje prostych historii, ukazujących uniwersalne wartości, takie jak walka dobra ze złem, które w szczególności w tych trudnych czas mają znaczenie i pokazują co jest ważne.

    Lucas nie jest wybitnym twórcą? A jakie cechy definiują wybitność twórcy? Nie ludzie cytujący napisane przez niego dialogi, którzy będą to robić zapewne długo po jego śmierci? Nie miliony nawiązań do jego dzieł w różnych przejawach współczesnej i zapewne przyszłej kultury? Jeśli to nie ma znaczenia to może fakt, że cała nowa trylogia zarobiła prawie 2,5 miliarda dolarów na świecie będzie znaczący? A może wybitny twórca to ten, którego filmów nikt nie rozumie?

    To wszystko to jednak znane już fakty. Po co więc pisać coś co niego nie zmieni? Ci którzy kochają te filmy, nadal będą je kochać. Ci którzy nienawidzą tych filmów, nadal będą ich nienawidzić. Po co więc strzępić język i po raz kolejny pisać to co już wielokrotnie napisano?

    Zaskocz wszystkich i napisz coś o czym jeszcze nie wiemy, coś nad czym można podyskutować.


  6. “To odnosi się nie tylko do fanów SW, ale ogólnie miłośników tego typu filmów, dla których te wszystkie elementy nie mają znaczenia, gdyż liczy się sama opowieść.”

    Tym samym obniżasz sam własne wymagania względem filmów. Jeśli idę do kina, na film, który traktuje o filmie KULTOWYM to nie chcę mieć kolejnej debilnej historii o niedomytych fanach GW kontra pedalska banda Treków. Ja już to widziałem setki razy i dopuszczanie takiego scenariusza do produkcji to jak rzucanie widzowi gównem w twarz z opisem “To fani GW, oni i tak pójdą na ten film, więc możemy im wcisnąć każdy kit z logiem GW”. Ciągle powtarzasz “Nie znasz się”. Dobry film, który nie ma nic wspólnego z realem to taki, gdzie nie potrzebuję tony wiedzy o uniwersum itp. W dobrej historii wszystko samo się tłumaczy.

    “Nie każdy film musi być filozoficznym traktatem o życiu. Znakomita większość ludzi potrzebuje prostych historii, ukazujących uniwersalne wartości, takie jak walka dobra ze złem, które w szczególności w tych trudnych czas mają znaczenie i pokazują co jest ważne.”

    Banał a prosta historia to dwie różne rzeczy. W recenzji nie wspomniałem słowem o filozofii. Czy ja piszę, że film taki musi być? Nie, chcę by chociaż był dobry w tym, co robi – czyli śmieszył czymś nowym a nie powtarzał stare śmieci.

    “Lucas nie jest wybitnym twórcą? A jakie cechy definiują wybitność twórcy? Nie ludzie cytujący napisane przez niego dialogi, którzy będą to robić zapewne długo po jego śmierci?”

    Nie wywyższajmy Lucasa do żywego bóstwa:P. Gość ma talent do zarabiania pieniędzy na fanatykach Star Wars, którzy kupią na ślepo wszystko, co wymyśli. Wymyślił Gwiezdne Wojny i od tamtej pory odcina kupony. Wybitny twórca? Nie. Wybitny marketing jak wycisnąć ostatni grosz biednego fana.

    “Jeśli to nie ma znaczenia to może fakt, że cała nowa trylogia zarobiła prawie 2,5 miliarda dolarów na świecie będzie znaczący?”

    Od kiedy to jakość filmu ma wpływ na sukces kasowy? Na GW chodza dwa typy widzów: fan SW i ludzie, którzy oczekują akcji, rozpierduchy etc.

    “To wszystko to jednak znane już fakty. Po co więc pisać coś co niego nie zmieni? Ci którzy kochają te filmy, nadal będą je kochać. Ci którzy nienawidzą tych filmów, nadal będą ich nienawidzić. Po co więc strzępić język i po raz kolejny pisać to co już wielokrotnie napisano?”

    Piszesz tak dlatego, że sam jesteś fanem SW i nie przechodzi Ci przez myśl fakt, że jakiś film SW może być do dupy. Ani nie mam świra na punkcie SW ani ich nie nienawidzę. Patrzę na nie z punktu widzenia obiektywnego recenzenta. A w Twoich wypowiedziach ton sugeruje, że wybuchniesz, kiedy powiem, że SW sucks.

    “Zaskocz wszystkich i napisz coś o czym jeszcze nie wiemy, coś nad czym można podyskutować.”

    A kto pierwszy napisał “Nie znasz się?”. Takie coś ma być początkiem dyskusji?… Ja się pytam “na czym ja się nie znam”? Sam zamykasz dyskusję. Ja argumenty mam, ale wiem, że zawsze odpowiesz tym samym.


  7. Runda 2

    “Tym samym obniżasz sam własne wymagania względem filmów. Jeśli idę do kina, na film, który traktuje o filmie KULTOWYM to nie chcę mieć kolejnej debilnej historii o niedomytych fanach GW kontra pedalska banda Treków. Ja już to widziałem setki razy i dopuszczanie takiego scenariusza do produkcji to jak rzucanie widzowi gównem w twarz z opisem “To fani GW, oni i tak pójdą na ten film, więc możemy im wcisnąć każdy kit z logiem GW”. Ciągle powtarzasz “Nie znasz się”. Dobry film, który nie ma nic wspólnego z realem to taki, gdzie nie potrzebuję tony wiedzy o uniwersum itp. W dobrej historii wszystko samo się tłumaczy.”

    Nie obniżam swoich wymagań jako fan SW, ani jako miłośnik kina. Piszę po prostu:

    “To odnosi się nie tylko do fanów SW, ale ogólnie miłośników tego typu filmów, dla których te wszystkie elementy nie mają znaczenia, gdyż liczy się sama opowieść.”

    Co oznacza, że nie każdy gatunek filmowy podlega takim samym kryteriom oceny. “Gwiezdne Wojny” to bajka. Tak bajka, powiedziałem to. Świetnie prezentująca gatunek, do którego należy. Typowy summer movie na który idzie się po to, żeby obejrzeć film, który dobrze się ogląda, a nie wiele przy tym myśli. To film dla dzieci, nastolatków oraz dorosłych, którzy posiadają w sobie na tyle dystansu, żeby po prostu cieszyć się oglądaną historią. To absolutnie nie jest kino ambitne i nie należy go tak postrzegać i w tych kategoriach oceniać. W innym wypadku powstają dyskusje takie jak ta, na temat, który zdawałoby się, powinien być oczywisty.

    “Banał a prosta historia to dwie różne rzeczy. W recenzji nie wspomniałem słowem o filozofii. Czy ja piszę, że film taki musi być? Nie, chcę by chociaż był dobry w tym, co robi – czyli śmieszył czymś nowym a nie powtarzał stare śmieci.”

    Tutaj apropos “Fanboys”. Ten film świetnie prezentuje zjawisko fanbojów. Może nie jest wybitnie śmieszny, ale pokazuje jacy zatwardziali fani bywają oraz jak się alienują od niefanów. Jak życie mija obok, a oni dalej są tam gdzie byli, czyli stoją w miejscu. Jeden z nich wyrwał się i przez to okazał się tym złym, choć tak naprawdę chciał po prostu żyć. Żeby ten film zrozumieć, zrozumieć trzeba zjawisko. Żeby zrozumieć zjawisko trzeba spojrzeć na nie z boku, z dystansem, w szczególności jeśli było się kiedyś lub nadal jest się wspomnianym fanbojem.

    “Nie wywyższajmy Lucasa do żywego bóstwa:P. Gość ma talent do zarabiania pieniędzy na fanatykach Star Wars, którzy kupią na ślepo wszystko, co wymyśli. Wymyślił Gwiezdne Wojny i od tamtej pory odcina kupony. Wybitny twórca? Nie. Wybitny marketing jak wycisnąć ostatni grosz biednego fana.”

    Ja nie wywyższam Lucasa do żywego bóstwa, bowiem jest wielu twórców o podobnych dokonaniach, a nawet większych. Problem Lucasa polega jednak na tym, że odniósł jeden z największych sukcesów finansowych, w tej branży. Przez ten sukces, traktowany jest jak zło wcielone. Jego dorobek ocenia się wyłącznie przez pryzmat “Gwiezdnych Wojen”, a to nie są jego jedyne filmy jakie stworzył. Między innymi “THX 1138″ oraz “American Graffiti”. Jest na czym się oprzeć.

    “Od kiedy to jakość filmu ma wpływ na sukces kasowy? Na GW chodza dwa typy widzów: fan SW i ludzie, którzy oczekują akcji, rozpierduchy etc.”

    Możemy robić sztukę dla sztuki i nie mieć żadnych odbiorców. Czy to będzie bardziej wartościowe dzieło? Nie podałem tylko sukcesu kasowego, ale napisałem również:

    “Lucas nie jest wybitnym twórcą? A jakie cechy definiują wybitność twórcy? Nie ludzie cytujący napisane przez niego dialogi, którzy będą to robić zapewne długo po jego śmierci? Nie miliony nawiązań do jego dzieł w różnych przejawach współczesnej i zapewne przyszłej kultury?”

    To jednak pominąłeś, bo jak rozumiem te argumenty ciężko obalić? A może to Lucas sam napisał wszystkie te prace naukowe o SW, które powstały na przestrzeni ostatnich 30 lat?

    “Piszesz tak dlatego, że sam jesteś fanem SW i nie przechodzi Ci przez myśl fakt, że jakiś film SW może być do dupy. Ani nie mam świra na punkcie SW ani ich nie nienawidzę. Patrzę na nie z punktu widzenia obiektywnego recenzenta. A w Twoich wypowiedziach ton sugeruje, że wybuchniesz, kiedy powiem, że SW sucks.”

    O byciu fanem napisałem wcześniej. Co do obiektywność to zależy ona od wiedzy i akceptacji faktów ugruntowujących obiektywność. Natomiast co do tonu wypowiedzi to na jakiej podstawie określiłeś go? Barwa głosu? Przecież tu jest sam tekst. Ja nie jestem dzieckiem neostrady, żeby każde zdanie kończyć: :) :D :P :> :/ :( . Nie wybuchnę też na sformułowanie “SW sucks”. Przypisujesz sobie nadmierną moc sprawczą. Istnieją naprawdę ważniejsze problemy dla mnie niż zrozumienie lub niezrozumienie “Gwiezdnych Wojen” przez kogokolwiek. Staram się tylko wytłumaczyć Ci coś, ale jeśli to się nie uda, to też dramatu nie będzie.

    “A kto pierwszy napisał “Nie znasz się?”. Takie coś ma być początkiem dyskusji?… Ja się pytam “na czym ja się nie znam”? Sam zamykasz dyskusję. Ja argumenty mam, ale wiem, że zawsze odpowiesz tym samym.”

    Napisałeś recenzję filmu o fanbojach. Ja natomiast myślałem, że rozumiejąc opisywane zjawisko, zrozumiesz (najwyraźniej przeliczyłem się) ironiczną odzywkę fanboja:

    “Nie znasz się:P [...]”

    Takiego fanboja, który zawsze wie najlepiej i ma rację. Nawet emoticon na końcu dałem, żeby podkreślić ironiczny charakter komentarza. Trudno.


  8. “To odnosi się nie tylko do fanów SW, ale ogólnie miłośników tego typu filmów, dla których te wszystkie elementy nie mają znaczenia, gdyż liczy się sama opowieść.”

    Film jest opowieścią, która składa się z elementów, które wg Ciebie nie mają znaczenia. Mam rozumieć, że akurat w filmach tego wybrane elementy nie mają znaczenia? Wszystko ma musi mieć znaczenie. Inaczej jest bez sensu.

    “Co oznacza, że nie każdy gatunek filmowy podlega takim samym kryteriom oceny. “Gwiezdne Wojny” to bajka. Tak bajka, powiedziałem to. Świetnie prezentująca gatunek, do którego należy. Typowy summer movie na który idzie się po to, żeby obejrzeć film, który dobrze się ogląda, a nie wiele przy tym myśli.”

    Dokładnie i tym samym dziwi mnie, dlaczego użyłeś tego ironicznego “Nie znasz się?”. Mam rozumieć, że nie traktujesz na poważnie mojej opinii? Ponieważ…

    “a nie jestem dzieckiem neostrady, żeby każde zdanie kończyć: :) :D :P :> :/ :(

    Użyłeś emoty w pierwszym zdaniu pierwszego komentarza. Osobiście używanie emot nie to nie grzech. Jest coś takiego jak konteskt wypowiedzi. Zarówno od treści jak i użytej emoty sens może mieć znaczenie nawet bardzo poważne. Twoja wypowiedź wg Ciebie zabrzmiała ironicznie. Wg mnie kpiąco, bo co ja mogę wiedzieć o SW?

    “Żeby ten film zrozumieć, zrozumieć trzeba zjawisko. Żeby zrozumieć zjawisko trzeba spojrzeć na nie z boku, z dystansem, w szczególności jeśli było się kiedyś lub nadal jest się wspomnianym fanbojem”

    Fanboy nie spojrzy na to obiektywnie, chyba, że jako stary pryk albo facet pod pantoflem :P . Ja nie jestem fanem GW, więc jak najbardziej patrzę z boku, z dystansem, czyż nie? Poza tym, czy ja w swojej recenzji podałem wadę filmu nie argumentując go?

    “Przez ten sukces, traktowany jest jak zło wcielone”

    A i owszem, kiedy nadal ściąga kasę, ile wlezie.

    “To jednak pominąłeś, bo jak rozumiem te argumenty ciężko obalić? (…) Lucas nie jest wybitnym twórcą? A jakie cechy definiują wybitność twórcy? Nie ludzie cytujący napisane przez niego dialogi, którzy będą to robić zapewne długo po jego śmierci?”

    Mówisz o starej trylogii. Kiedyś Lucas miał w sobie więcej ducha przygody. Zresztą, najbardziej kultowy dialog:
    - Kocham Cię.
    - Wiem.
    to improwizacja Forda. Lucas BYŁ dobry a teraz WSPANIALE zdziera kasę na popkulturowym produktach.

    “Co do obiektywność to zależy ona od wiedzy i akceptacji faktów ugruntowujących obiektywność”

    Noo sorry, ale żeby być obiektywnym to trzeba BYĆ obiektywnym a nie wybierać sobie, co nam się podoba. Piszę, że to i to jest do kitu, bo to i to. I to jest obiektywność.

    “Istnieją naprawdę ważniejsze problemy dla mnie niż zrozumienie lub niezrozumienie “Gwiezdnych Wojen” przez kogokolwiek.”

    Nikt Ci niczego nie nakazuje, ale sam się prosisz. Gdybyś nie zaczynał wypowiedzi ironią to ja bym uznał, że ta dyskusja do czegoś doprowadzi a kończy się tym, iż Tobie się zdaje, że ja czegoś nie rozumiem.

    “Ja natomiast myślałem, że rozumiejąc opisywane zjawisko, zrozumiesz (najwyraźniej przeliczyłem się) ironiczną odzywkę fanboja”

    Hmn, było by co rozumieć, gdyby twoje opisywanie zjawiska było pierwsze a nie Twoja ironia.
    Zresztą. Jesteś fanem GW i to respektuję i nie mam nic przeciwko. Razi mnie jedynie to, że jako fan GW Twoja pierwsza reakcja brzmi jak olewcze stosunek do mojej wypowiedzi połączony z ironią. I powiedz mi, kto tu kogo nie traktuje na poważnie?…

    BTW. Któregoś dnia rozjebie mi bloga od tej krwawej wymiany zdań xP.


  9. “Hmn, było by co rozumieć, gdyby twoje opisywanie zjawiska było pierwsze a nie Twoja ironia.
    Zresztą. Jesteś fanem GW i to respektuję i nie mam nic przeciwko. Razi mnie jedynie to, że jako fan GW Twoja pierwsza reakcja brzmi jak olewcze stosunek do mojej wypowiedzi połączony z ironią. I powiedz mi, kto tu kogo nie traktuje na poważnie?…”

    Adam, dla mnie masakrą jest fakt, że opisujesz na blogu jakieś zjawisko/zagadnienie, ale jak ktoś (ja) pisze komentarz to Ty odnosisz go do siebie, a nie do tego co opisałeś.

    Cała moja ironia skierowana jest do sposobu myślenia fanboja pokazanego w tym filmie. Ten fanboj na każdy argument lub opinię nie pokrywającą się z jego wizją świata odpowiada: “nie znasz się”, “nie wiesz o czym mówisz” itd. Nie wiem jak Ty ten film oglądałeś i co z niego zrozumiałeś, ale tutaj właśnie tkwi cały sens pierwszego komentarza. W sposobie myślenia fanboja. Nie mniej, nie więcej, nic ponad to.

    Ja gdybym chciał chciał walnąć Ci personalnie, napisałbym na GG, kom, mail. Numery, adresy mam, czasem używam, w przeciwieństwie do Ciebie.

    PS. Powinieneś mi dziękować, że chociaż komentarze jakieś piszę. Uwaga, emoticon: :P

    PS2. Nie trzeba być fanbojem SW, żeby być fanbojem. Jest tysiąc innych tematów pobudzających ortodoksyjne myślenie. Sposób myślenia pozostaje jednak ten sam. Żeby daleko nie szukać przypomnij sobie mangowe spotkania. Sami ortodoksi.


  10. FINAL EXPOSE:

    Do czego dążę: nie pojmuję, dlaczego każdy post o GW traktowany jest niemal jednosłowną ironią. Zresztą, jeśli będę pisał reckę Mrocznego Widma to nie zacznę w stylu “Ależ badziew!:PP” tylko użyję słownej argumentacji, bo to się właśnie robi, kiedy pisze się reckę. A nie ja jeden na świecie piszę recki. I będę oczekiwał komentarza. Komentarza;).



Dodaj komentarz