
CXXIV: Koralina i Tajemnicze Drzwi
maj 30, 2009Koralina i Tajemnicze Drzwi 
![]()
Animacja poklatkowa to rodzaj filmu, który rzadko przewija się przez ekrany kin. Tym razem grono dzieł tego gatunku powiększyła Koralina i Tajemnicze Drzwi. Sam tytuł przywołuje na myśl jakąś bajkę, gdzie tajemnicze drzwi prowadzą do tajemniczego miejsca (świata), w którym główna bohaterka spotyka równie tajemnicze postaci i generalnie wszystko jest… tajemnicze z lekka przyprawiając o gęsią skórkę.

Książek Neila Gaimana nigdy nie czytałem (na chwilę obecną zaczytuję się w Wiedźminie) tak więc porównanie ich do adaptacji nie będzie miało miejsca. Fabuła filmu od razu wpędza widza w wir wydarzeń a towarzysząca jej niesamowita, magiczna animacja przykuwa oko, co sprawia, że seans zlatuje co najmniej dobrze.
Tytułowa Karolina to młode dziewczę, które właśnie przeprowadziło się do nowego domu zwanego “Różowym zamkiem”, chociaż zamku on nie przypomina. Jak to z młodzieżą bywa, dziewczynka czuje się znudzona, jednak jej rodzice są zbyt zajęci pracą i nie mają czasu, by spędzać go z własną córką. Karolina uważa, iż w jej oczach nie spełniają się w swojej roli, toteż otaczająca jej rzeczywistość wydaje się po prostu “be”. Karolina poznaje w międzyczasie rozgadanego chłopaka imieniem Wybe (tak, to idiotyczne imię), który daje jej lalkę (której proces powstawania pokazany jest w sekwencji napisów początkowych). Karolina zauważa, że lalka jest do niej bardzo podobna. Po powrocie do domu odkrywa w jednej ze ścian tytułowe tajemnicze drzwi. Z początku wyglądają jak zamurowane, lecz później odkrywają przed Karoliną dziwny tunel. Dziewczę z czystej młodzieńczej ciekawości przechodzi przez niego i trafia do… swojego domu z pewną subtelną różnicą – całe mieszkanie wraz z rodzicami Karoliny wydaje się odbiciem jej wyobrażeń. Dziewczynka czuje się dzięki temu bardzo dobrze. Wydawałoby się, że wszystko dzieje się jak w bajce, dopóki Karolina nie zauważa, że jej rodzice zamiast oczu mają… guziki. Brzmi jak koszmarek? Brzmi.

Wielbiciele twórczości Tima Burtona powinni być przynajmniej zadowoleni, bowiem film to taki swoisty dreszczyk emocji przyprawiony dobrym humorem (choć fani książek Gaimana twierdzą, że akurat ten element fabuły nie został należycie odczytany przez twórców filmu). Ogromną zaletą Karoliny jest to, iż fantastyczna i zwariowana fabuła doskonale współgra z obrazem. Podczas seansu ma się wrażenie koegzystowania z prawdziwym dziecinnym koszmarem, gdzie wszystkie elementy, choć totalnie dziwaczne, wydają się mieć sens. Odczuwa się klimat, który dodatkowo uzupełnia świetna muzyka Bruno Coulaisa. Wszystko to sprawia, że bogaty, detaliczny obraz świata, jego dziwaczne postaci i niemniej zwariowane przygody Karoliny przyciągają uwagę od początku do końca.

Oczywiście film nie jest bez wad. Chwilami można bowiem dostać zawrotów głowy od przewijających się wątków, bowiem kilka z nich zostało potraktowanych po macoszemu i trudno ostatecznie poskładać sobie do kupy nawet po sensie. Można sobie to tłumaczyć istotą fantazji Gaimana bądź twórców filmu. Jak wcześniej wspomniałem film ma specyfikę snu – właściwie to chwilami jest bardzo dobitnie pokazane, albo więc to fakt, albo manipulacja widzem – jak kto woli. Stąd też fabułę można sobie tłumaczyć na wiele sposobów. Jedno jest pewne – morał został ukazany bardzo klarownie.
To film, przy którym świetnie będą się bawić i dzieci i ich rodzice. Magiczny świat, klimatyczna muzyka oraz niekończąca się akcja zapewniają rozrywkę najwyższych lotów. Trudno się nudzić a jeśli lubi się historie z dreszczykiem jest to pozycja w sam raz.
Podsumowując; świetne kino dla wszystkich, chociaż mniejsze dzieciaki mogą się mocno przestraszyć. Poza tym wysmakowana plastycznie animacja, fantastyczna historia i dobry morał. Dreszczyk również.
Koralina I Tajemnicze Drzwi
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

