h1

CLXXXII: Zapowiedź… bzdury

czerwiec 21, 2009

Zapowiedź

Do filmu przysiadłem za sprawą nazwiska Alexa Proyasa na stołku reżyserskim. Można powiedzieć, że zdobył on mój kredyt zaufania kręcąc Ja, Robot, toteż oglądając Zapowiedź miałem nadzieję, iż spełni moje oczekiwania. Ostatecznie to film, którego ocena zależy nie tylko od gustu widza, ale jego podejściu do spraw, ujmijmy to, wyższej instancji.

Zaczyna się jak w horrorze. Oto mamy młodą dziewczynkę, której wyraz twarzy ułatwia scenarzyście bez zbędnych słów powiedzenia, że dobrze z nią nie jest. Akcja zaczyna się w szkole, w latach 50-tych naszego wieku. Na lekcji czegoś tam nauczycielka prosi uczniów, by narysowali własną wizję przyszłości a potem wrzucili rysunki do stalowego skrzynki o nazwie “kapsuła czasu”. Dziewczynka zamiast rysunku wypisuje ciąg liter. Nauczycielka zamiast zająć się problemem (jak to powinien czynić pedagog) spogląda na kartkę i wrzuca ją skrzynki. Oznajmia, iż zostanie ona otworzona 50 lat później, by móc porównać rysunki z rzeczywistością. Akcja przenosi się o tyleż lat do przodu a kartka trafia w ręce Johna Koestlera (Nicholas Cage). Odkrywa on, że ów ciąg liczb to daty katastrof, które już miały miejsce a trzy z nich dopiero mają się zdarzyć.

Przez pierwszą godzinę film utrzymuje całkiem niezły poziom. Pomimo wyjątkowo beznadziejnego aktorstwa historia ma klimat, napięcie może nieszczególne, ale w jakiś sposób  całość wydaje się w miarę składna. Schody zaczynają się, kiedy opada tempo i dostajemy thriller, w którym fabuła przestaje dążyć do czegoś konkretnego. Tym, gorzej, że Cage zdaje się nudzić na planie albo nie ma pojęcia, co robi. Zastanawiałem się przez cały czas, ile tu winy reżysera, ile aktorów. Zdawało mi się, że Proyas stara się utrzymać to całe kuriozum w kupie, ale niestety wszystko, z sensem na czele, sypie się i ciska na myśl pytanie “O co tu, u diabła, chodzi?”.

Kilka scen w filmie wartych jest uwagi. Katastrofy robią wrażenie a w szczególności rozbicie samolotu nakręcone jak filmik z YouTube, czyli roztrzęsiona kamera i widok z perspektywy obserwatora wydarzeń. Dział efektów specjalnych odwalił kawał dobrej roboty, choć szkoda, że jak na kino katastroficzne większą katastrofą jest gra aktorska i scenariusz.

Trudno oceniać film nie mówiąc nic o finale, bowiem wyjaśnia on cały sens (bądź bezsens) historii. Trudno także być całkowicie obiektywnym wobec filmu, który za podstawę wybiera sobie wątki religijne (chrześcijańskie oczywiście) i na podstawie nich rozwija fabułę. W moim przypadku nie chodzi tu nawet o ich wykorzystanie i ich sens sam w sobie, lecz o rolę w odniesieniu do całej fabuły a w szczególności kartki wypełnionej liczbami.

Inna sprawa, która obniżyła ocenę filmu to tradycyjne hollywoodzkie zagrania. Dziecko musi wyglądać dziwnie, by mogło coś spisywać na kartce, główny bohater  zawsze przypadkowo trafia na miejsce katastrofy i oczywiście każda z nich dotyczy tylko i wyłącznie terenu USA. Jest tu masa innych schematów, które widzieliśmy w niejednym filmie. Gatunkowo oscyluje on wokół dramatu, thrillera, katastrofy i horroru. Taki mariaż gatunkowy nie zawsze wychodzi na zdrowie. Gdyby dodać, że całość próbuje być śmiertelnie poważna i to w wykonaniu twarzy Cage trudno nie ukrywać śmiechu na twarzy – dawno nie widziałem tak kiepskich scen płaczu – jakby aktorom zaaplikowano sztuczne łzy.

Film posiada kilka wad i dziur logicznych, które kładą fabułę na kolana (np. jedną z minionych katastrof było trzęsienie ziemi – jak, u diabła, można powstrzymać trzęsienie ziemi?…). Poza tym gra aktorska zarówno Cage’a jak i reszta wiary – katastrofalna. Końcówka obraca historię do góry nogami i to wcale nie jest jej zaletą. Film do zapomnienia, nie licząc świetnych scen rozbicia samolotu. Nie polecam. Kino klasy B, które rozłazi się w połowie a oglądanie Cage’a jest po prostu torturą. (4/10)

Zapowiedź
FilmWeb | IMDb | Rotten Tomatoes

Dodaj komentarz