Daaawno nic tu nie napisałem. Ostatnimi czasy bardziej ciągnie mnie do czytania niż pisania. Przypominam sobie Władcę Pierścieni i zaskakuje mnie ilość różnic między adaptacją Jacksona a oryginałem…
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, by przenieść nieco “zabawnej” rzeczywistości na taśmę i wybór padł na temat “jak wygląda związek od środka?”, ewentualnie jak to z nim jest z perspektywy osób trzecich. Historia pisze się sama, a to z zasłyszenia ciekawej sytuacji, a to z weny twórczej. Od początku widzę to w barwach czerni i bieli, bo taka gama kolorów wydaje mi się odpowiednio szlachetna do rozprawiania na temat miłości jako tako pojętej.
Fabuła traktuje o młodym związku, który nie potrafi do końca poradzić sobie sam ze sobą i mimo woli pozwala sobie ingerować osobom z zewnątrz we własny rozwój. Z początku wszystko wydaje się ze sobą współgrać, jednak emocje zaczynają sięgać zenitu, kiedy przekroczona zostaje granica “co można pomyśleć, a co można powiedzieć”. Obok tego wszystkiego przedstawiony zostaje wątek poboczny brata owej dziewczyny, który do związków jest nastawiony po trochu relatywnie, po trochu romantycznie, ale sam nie ma pojęcia w którą stronę bardziej. Można powiedzieć, że jest jakoby narratorem historii i mimowolnie sędzią wydarzeń.
Z początku zdawało mi się, że scenariusz rozwinie się w kierunku Annie Hall Woody’ego Allena (chodzi mi o specyficzne podejście do tematu), jednak zawsze wyłazi ze mnie ten romantyczny duch, który dorzuca coś w rodzaju “zawieszenia między rzeczywistością a namacalną strukturą marzeń”. Lubię metafizykę w filmach o ile nie nuży swoją pretensjonalnością. A jak mi wyjdzie w tym przypadku to się dopiero okaże ;).
Na zdjęciach widoczna jest moja siostra podczas próbnych ujęć. Tylko pierwsze zdjęcie jest typowo filmowe. Reszta to próby osiągnięcia zadowalającej perspektywy, choć wyglądają raczej jak stopklatki ze zwykłego spacerowania. Z drugiej strony… ostatnio cenię sobie naturalność w obiektywie. Tak samo zresztą jak po jego drugiej stronie.


