Chyba napisałem dobry wiersz..
wszedłem do mieszkania
wyszedłem windą
to kładka mała była
nosiło w lewo, w prawo
to w inną
aż się zatrzymała
nagle konie pędem ruszyły
urwisko, drzewa, kręte ścieżki
szalik jak szubienica szyję zaciskał
a ja po prostu siedziałem
dopatrywałem w tym czegoś
lecz nie widowiska
oto wszyscy poginęli
siedzę cicho, śnieg prószy
nic prócz ciszy ucha nie łaskocze
nie w smak mi się uśmiechać
ale jakoś to znoszę