
Robiąc porządki na półkach trafiłem na parę “dzieł”, jakie nakręciłem swego czasu na aparacie cyfrowym (2.1 mega pixela). Użyłem cudzysłowia, bo te twory są zrozumiałe (i przy okazji strawne) zapewne wyłącznie dla mnie. To filmidła, które powstały z samej chęci nakręcenia czegoś. Są zupełnie bez sensu, choć jakieś tam próby stworzenia historii da się odczuć. Parę tych przypadkowych, często intuicyjnych posunięć zaawocowało ambitniejszymi pomysłami, które gwoli ścisłości, wciąż nie mogą ujrzeć światła dziennego (ambicje zabijają Twój talent, pamiętaj!). Może kiedyś będę miał odwagę wypuścić te dzieła w świat, bo pomijając ich wąpliwej wartości merytorykę, w kadrach zostało uwięzionych parę osób, które nie mają nawet pojęcia, że zostały na nich uwiecznione.
Jedno z takich dzieł szczególnie zapadło mi w pamięć z racji swojej nieprzewidzianej rozpiętości, czyli całe 10 minut pozorowanego ładu i składu. Nazwałem je Piła Fiction (już nie pamiętam skąd się wziął ten idiotyczny tytuł, ale całkiem możliwe, że skoro to horror, inspiracja ma swoje źródło w skądinąd kiepskiej serii Piła). Wtedy byłem nieco pod wpływem Siódmej Pięczęci Bergmana i pierwotnie miałem umieścić scenę, w której główny bohater rozmawia sobie z Kostuchą, ale przecież stanowiłem jedynego członka ekipy filmowej, toteż cała przygoda skończyła się na łażeniu po łazience wyglądającej jak obraz nędzy i rozpaczy (czyli cudownie pasującą gatunkowo do horroru). Film, poza zmyślnymi jazdami kamery (tutaj: aparatu cyfrowego), może się “pochwalić” głównie zastosowaną ścieżką dźwiękową, bowiem mając na uwadze ogólną ubogość “dzieła”, wzbogaciłem go dźwiękami z gry StarCraft oraz muzyką z Efektu Motyla. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Mimo to, nadal mam awersję do dzielenia się nim ze światem. Tak więc, może kiedyś…
A przy okazji tych porządków postanowiłem stworzyć w rubryce po lewej dział z moją twórczością, która już od jakiegoś czasu zadomowiła się na YouTubie i do której, że tak to ujmę, nie mam większych wątpliwości (artystycznych). Mowa tu głównie o moich teledyskach, w tym Love Actually / Sugar Babes – Too Lost In You, który to nie wiem dlaczego, nabił sobie na chwilę obecną niemal 10.000 wyświetleń (zdaje mi się, że przyczyniło się do tego “zareklamowanie” na Facebooku). Kolejne dzieło to Polish My Work nakręcone w grze The Movies. Mam do niego sentyment i wciąż ogladając go nie reaguję słowami “Chryste, ja coś takiego nakręciłem?…”.
Poza tym widnieją obydwie reklamy nakręcone na potrzeby konkursu MilionYou. Mam do tych dzieł jakiś ambiwalentny stosunek. Z początku były dla mnie wprost niesamowite. Z biegiem czasu odkryłem w nich masę wad i do dzisiaj wciąż nie mogę patrzeć się na własną gębę (to nie kompeks, to po prostu autokrytyka :P).
Pozostał pierwszy epizod JackBoya. Pamiętam te podniecenia kiedy montowałem sceny akcji. Dzisiaj wydają mi się równie dobre, choć nie do końca konsekwentne, bo można się pogubić 2 tym kto go kogo strzela. Inną rzeczą, jaka mnie irytuje jako twórcę tegoż filmu to niektóre dialogi. Postać Jacka była, jest i będzie gburowata, chamska etc, ale niektóre słowa, jakie wychodzą z ust bohaterów sprawiają, że uszy same się zatykają. W związku z tym jakiś czas temu wpadłem na pomysł re-edycji tego odcinka przy okazji kręcenia kolejnego. Zmianom ulegną więc wszystkie wybrane przeze mnie, pożal się boże, dialogi oraz parę scen. Trochę wytnę, trochę dodam i ogólnie rzecz biorąc, nadam całości nieco innego ducha, bowiem przez tych parę lat moja koncepcja serialu mocno się zmieniła. Na bardziej poważną, najprościej ujmując.